Spływ kajakowy Dunajcem. Jak go zorganizować? Pomysł na dzień w Pieninach.

Pieniny to bez wątpienia moje ulubione góry w Polsce. Nie są ani największe ani najbardziej popularne i to może właśnie dlatego mam do nich sentyment. Choć jeśli chodzi o popularność to musiałem ostatnio zweryfikować trochę swoje wyobrażenia. W sezonie, czy też podczas weekendów z ładną pogodą spotkać można tutaj wielu turystów. Niemniej te góry przyciągają mnie jak magnes i raz na kilka lat wpadam aby przejść moimi ulubionymi szlakami.

Jeśli chodzi o miejsce, w którym się zatrzymuję to zawsze jest to Szczawnica. Raz zrobiłem wyjątek i nocowałem w Krościenku, a to dlatego, że chciałem sprawdzić inny szlak prowadzący na Sokolicę, niemniej zdecydowanie bardziej wolę i polecam Szczawnicę.

Na miejscu nie brakuje atrakcji, natomiast największą z nich są oczywiście wędrówki górskimi szlakami. Jak każdy, ja też mam swoje ulubione. Choć za każdym razem próbuję jakoś je zmodyfikować i urozmaicić. Tak też było w tym roku. Postanowiłem ponownie przejść Sokolą Percią – czyli szlakiem pomiędzy Sokolicą i Trzema Koronami. Jeśli czytacie bloga od dawna, to opisywałem już tę trasę tutaj: https://enjoythetravel.pl/pieniny-na-weekend/

Niemniej tym razem pojawiła się modyfikacja i dodatkowe atrakcje. Ale po kolei.

Szczawnica – Sokolica – Sokola Perć – Trzy Korony – Sromowce Niżne

Miałem do dyspozycji cały dzień, a pogoda jak na październik była przepiękna. Już przed wyjazdem z Warszawy zacząłem się zastanawiać jakby tu zorganizować sobie coś bardziej emocjonującego niż tylko spacer po górach. Oczywiście sam szlak dostarcza mnóstwa wrażeń niemniej skoro pogoda była znakomita to można było myśleć o czymś więcej. Nie chciałem też schodzić do Krościenka i wracać busem. To zbyt banalne. Wybór padł na zejście do Sromowiec i tutaj miałem kilka opcji. Mogłem wrócić do Szczawnicy spacerem idąc wzdłuż Dunajca. Jest to około 14 kilometrów spokojnego marszu. Inną opcją jest wypożyczenie roweru i pokonanie na dwóch kółkach tej samej trasy. Trzecia możliwość to spływ z flisakami i do tej opcji było mi najbliżej, aż do czasu gdy przypomniałem sobie, że Dunajcem można spłynąć również w pontonie i na kajaku! I to był strzał w dziesiątkę! Ale o kajakach w kolejnym akapicie. Najpierw trzeba było się dostać do Sromowiec Niżnych, bo właśnie tam rozpoczynał się spływ.

A zatem wracając do samego początku. Plan zakładał start ze Szczawnicy. Pomimo, że nie lubię wcześnie wstawać to w tym przypadku nie miałem najmniejszych trudności z podniesieniem się z łóżka. Chciałem jak najszybciej dostać się do portu Pieniny – czyli miejsca, w którym do brzegu przybijają flisackie tratwy. To właśnie tu rozpoczynał się mój szlak. Żeby rozpocząć zdobywanie Sokolicy należy najpierw przeprawić się przez Dunajec. Przeprawa czynna jest od godziny mniej więcej ósmej. A wygląda to tak, że flisak zabiera na pokład swojej tratwy kilkanaście osób, a następnie przepływa na drugą stronę rzeki. Kurs w tym roku kosztował cztery złote.

Na początek dnia fajna atrakcja i tutaj przyznaję się – na Sokolicę od strony Szczawnicy wchodziłem pierwszy raz. Po wyjściu z tratwy rozpoczyna się piekielne podejście. Jest bardzo wymagające, praktycznie nie ma na nim wypłaszczeń, cały czas idzie się bardzo mocno w górę. Zaletą tego szlaku jest to, że po około 40 minutach można stanąć na szczycie Sokolicy. To właśnie tutaj rośnie najsłynniejsza sosna w Polsce. Doskonale znana ze zdjęć. Niestety w ostatnich latach mocno ucierpiała, niemniej nadal prezentuje się bardzo efektownie.

Na szczycie Sokolicy byłem około dziewiątej pięćdziesiąt, dzięki czemu udało mi się uniknąć największych tłumów. Zjadłem szybkie śniadanie, odpocząłem po podejściu i ruszyłem w stronę Trzech Koron. Szlak pomiędzy tymi szczytami określany jest Sokolą Percią i momentami jest wręcz oszałamiająco widokowy. Pomimo iż w jego określeniu znajduje się słowo „perć” co mogłoby wskazywać na trasę prowadzącą po grani, to ekspozycji nie ma tu praktycznie żadnej, za to widoki potrafią zachwycić.

Trasa miejscami staje się trudniejsza, bo trzeba wspiąć się czasami po skałkach i pomóc sobie rękoma, ale to tylko dodaje jej uroku. Jest to jeden z moich ulubionych szlaków w polskich górach. Przejście do Trzech Koron zajmuje, w zależności od tempa, od dwóch do trzech godzin. Po drodze jest naprawdę spokojnie i uwierzcie mi, nie spotkacie zbyt wiele osób idących tym szlakiem.

Natomiast im bliżej Trzech Koron tym liczba osób znacznie rośnie. Na przełęczy Szopka możecie spodziewać się już prawdziwych tłumów, a później już do wejścia na szczyt sporej kolejki. Oczywiście w środku tygodnia wygląda to inaczej, niemniej ja byłem tam w sobotnie przedpołudnie. Na szczęście wstrzeliłem się jeszcze w miarę dobrą porę i czas spędzony w kolejce to było „zaledwie” 30 minut. Gdy schodziłem ze szczytu kolejka była kilkukrotnie dłuższa – myślę, że co najmniej na godzinę stania.

Choć trzeba przyznać, że widoki z Trzech Koron warte są zarówno wysiłku włożonego w wejście na górę jak i późniejszego oczekiwania.

Po zejściu z Trzech Koron chwilę jeszcze odpocząłem na przełęczy Szopka i ruszyłem w dół ku Sromowcom Niżnym, gdzie miała się rozpocząć druga część mojej przygody!

Spływ kajakowy Dunajcem – jak go zorganizować

To co najważniejsze ustaliłem jeszcze dzień przed moją trasą. Zdecydowałem, że po zejściu z Trzech Koron, do Szczawnicy wrócę… kajakiem. Dunajcem spływałem już wielokrotnie z flisakami, teraz chciałem zrobić to samodzielnie. Pierwszym krokiem było znalezienie firmy, która wypożyczy mi kajak. Szybki przegląd w internecie i telefon do ActiveMove.pl. Bez problemu ustaliliśmy wszystkie szczegóły i umówiliśmy się na następny dzień.

I tutaj ważna uwaga. Spływy mają określone godziny rozpoczęcia – oczywiście uwzględniające drobne przesunięcia czasowe w jedną bądź drugą stronę. Ja zdecydowałem się wyruszyć o 14:30. Była to najpóźniejsza godzina, o której mogłem wystartować ze Sromowiec. Trochę mi się to nie podobało, że będę musiał wyrobić się na z góry ustaloną godzinę, ale już płynąc zrozumiałem dlaczego jest to najpóźniejsza pora spływu. Otóż jesienią, po południu w przełomie Dunajca jest bardzo mało słońca, płynie się przeważnie w cieniu i zwyczajnie bywa już zimno na wodzie.

Zanim jednak zdecydowałem się na wypożyczenie kajaka, sprawdziłem tylko czas potrzebny na pokonanie szlaku, którym chciałem przejść. Ze skrupulatnych obliczeń wynikało, że na całość będę potrzebował około pięciu godzin, z małym zapasem. Oznaczało to, że na szlak musiałem wyruszyć najpóźniej o dziewiątej. I tak też zrobiłem. O 9:20 byłem już po drugiej stronie Dunajca, a 30 minut później stanąłem na szczycie Sokolicy. Na wierzchołek Trzech Koron dotarłem o 12:30, co oznaczało, że mam jeszcze dwie godziny zapasu. Spokojnie zatem zebrałem siły odpoczywając na Przełęczy Szopka i ruszyłem w dół do Sromowiec. Zejście jest bardzo przyjemne, idzie się szybko, choć momentami bywa ślisko. Na deser przy zejściu idzie się bardzo ładnym wąwozem Szopczańskim, a już ukoronowaniem całego szlaku jest najbardziej znany i najładniejszy widok na Trzy Korony ze schroniska o tej samej nazwie.

Stąd miałem jeszcze kawałek do miejsca, z którego rozpoczyna się spływ, ale Justyna z ActiveMove zaproponowała, że podjedzie po mnie i tym samym oszczędzi mi kilkanaście minut marszu. I z tej propozycji chętnie skorzystałem.

Na przystani byliśmy o 14:20 i tutaj rozpoczęło się mini szkolenie. Wydawało mi się, że wcale go nie potrzebuję, bo jednak na kajaku pływam od wielu lat, w tym roku również miałem okazje spłynąć chociażby Rospudą (https://enjoythetravel.pl/splyw-kajakowy-rzeka-rospuda-jak-go-zorganizowac-informacje-praktyczne) czy Wkrą (https://enjoythetravel.pl/splyw-kajakowy-wkra-jak-zoragnizowac-splyw-w-okolicy-warszawy/). Niemniej z uwagą wysłuchałem wskazówek, rad i ostrzeżeń – chociażby tego w jaki sposób wyjąć kajak z wody po wywrotce oraz jak wylać z niego później wodę. I polecam zrobić dokładnie to samo, czyli nie lekceważyć Dunajca. Ja trochę tak zrobiłem, na szczęście nie skończyło się to dla mnie kąpielą w wodzie o temperaturze 12 stopni. Na drogę dostajemy również mapę, z oznaczonymi trudnymi miejscami, w których trzeba szczególnie uważać.

Kolejna ważna sprawa – worki wodoodporne. Te akurat mają na wyposażeniu w AcitveMove więc Justyna zaproponowała, żebym ich użył. Początkowo wydawało mi się to zbyteczne, niemniej po namowach skorzystałem z tej możliwości. Zasugerowała też żebym nie wrzucał ich luzem, tylko przypiął linkami do kajaka. Tu ponownie wydawało mi się, że to trochę przesada, ale posłuchałem i… miała rację. Podobnie jak z tym, że na pewno będę mokry wychodząc z kajaka. Nie chciało mi się wierzyć ale cóż… na szczęście była rewelacyjna pogoda i moja koszulka termiczna szybko wyschła.

Sam spływ trwa, w zależności od tempa, od półtorej do dwóch godzin. Rozpoczyna się w Sromowcach Niżnych, a kończy w Szczawnicy. Początek to przyjemna, łatwa rzeka. Gdzieniegdzie przyspiesza ale nie ma na tym odcinku niemalże żadnych trudności. Znacznie ciekawiej, szybciej i jeszcze bardziej widokowo zaczyna się robić od miejsca, w którym startują spływy z flisakami. I tutaj też cenna wskazówka, którą dostałem na szkoleniu – flisacy znają rzekę perfekcyjnie, dzięki czemu płyną najbardziej spokojnym torem. Warto więc to wykorzystać, obserwować ich i płynąć tak jak oni. Trzymałem się tej zasady i faktycznie dzięki temu udało mi się uniknąć przykrych niespodzianek na wodzie. A z tego co usłyszałem kilka kajaków w minionym sezonie zaliczyło wywrotkę. Niemniej zachowując rozsądek da się pokonać ten odcinek bezpiecznie.

Jeśli zaś chodzi o wypożyczenie kajaka, to myślę, że wybrałem najlepiej jak mogłem. Bardzo podobało mi się lekkie, przyjazne i mimo wszystko dość elastyczne podejście w ActiveMove ale jednocześnie połączone z odpowiedzialną organizacją. Nie było to tylko dostarczenie kajaka na miejsce, ale także zapewnienie worków wodoodpornych oraz szkolenie dotyczące zachowania na rzece. W cenie jest również bilet wstępu do Parku Narodowego, czyli kompleksowe podejście do tematu! Bardzo polecam, nie zawiedziecie się.

A sam spływ, cóż… fantastyczne przeżycie. Widoki oszałamiające. Na pewno to znakomity pomysł na aktywne spędzenie dnia w Pieninach. Połączenie wędrówki po górach ze spływem kajakowym to dość rzadka możliwość, także będąc na miejscu warto z niej skorzystać. Gwarantuję, że długo nie zapomnicie takiej przygody. A po powrocie do Szczawnicy będziecie mieli jeszcze mnóstwo czasu na zjedzenie obiadu czy kolacji – tak aby idealnie zamknąć dzień.

2 thoughts on “Spływ kajakowy Dunajcem. Jak go zorganizować? Pomysł na dzień w Pieninach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *