Misja: Korona Gór Polski #12 – Rudawiec

Rudawiec najwyższy szczyt Gór Bialskich – to właśnie on był celem numer 2 podczas naszego drugiego dnia wyprawy do Kotliny Kłodzkiej.

Wcześniej tego dnia zdobyliśmy Śnieżnik i w nogach mieliśmy już 13 kilometrów marszu, a przed sobą około 10 kilometrów na Rudawiec, a później jeszcze 4 kilometry aby zdobyć Kowadło. Zdawaliśmy sobie sprawę, że będzie to duże wyzwanie od strony fizycznej niemniej z pełną świadomością zdecydowaliśmy się na taki plan.

Po zejściu ze Śnieżnika od razu ruszyliśmy w stronę Bielic. To właśnie tu rozpoczynał się nasz szlak na Rudawiec oraz później na Kowadło. Dojazd pomimo, że na mapie odległość w linii prostej między szczytami nie jest duża zajmuje około godzinę. Trzeba pokonać blisko 45 kilometrów. Startujemy z Parkingu Leśnego pod skocznią Międzygórzu, a musimy dotrzeć na parking Turystyczny Bielice Leśniczówka.

W tym miejscu cenna wskazówka – przy dojeździe do parkingu w Bielicach, a dokładnie przy pokonywaniu mostu, pojawiają się znaki zakazujące wjazdu oraz informacje o tym, że teren jest monitorowany. Trochę zbiło nas to z tropu, poczuliśmy się skonsternowani, a w głowie pojawiło się pytanie – gdzie w takim razie zostawić auto. Przygotowując się do wyjazdu sprawdziliśmy dokładnie, w którym miejscu rozpoczyna się szlak i gdzie można zaparkować, a tu taka niespodzianka. Niemniej postanowiliśmy nie przejmować się znakami i podjechaliśmy do miejsca, które wcześniej sprawdziliśmy. Na parkingu stało sporo samochodów, dzięki czemu nasze wątpliwości niemalże całkowicie zostały rozwiane. Choć gdzieś tam z tyłu głowy była niepewność – czy jak wrócimy to zastaniemy auto w tym miejscu, w którym je zostawiliśmy, czy może trzeba będzie szukać na policyjnych parkingach w okolicy, bo zostanie odholowane.

Rafał postanowił wyjaśnić to raz ale za to porządnie. Jako nasz wysłannik udał się do leśniczówki, żeby zaczerpnąć wiedzy u źródła. Nasza decyzja aby zignorować znaki okazała się bardzo słuszna. Dowiedzieliśmy się, że zostały one postawione przez prywatną osobę i nie są znakami, które obowiązują w rozumieniu prawa.

Także jeśli również będziecie mieli wątpliwości czy można wjechać, aż tak daleko to teraz już wiecie – można. Jest tutaj przygotowany plac na kilkanaście aut, a także wiata, w której można odpocząć, bądź przygotować się do startu.

I to właśnie tutaj rozpoczynamy marsz zielonym szlakiem aż na szczyt Rudawca. Jednak myliliby się ci, którzy uważają, że jest to prosta droga. Niestety trasa nie jest zbyt dobrze oznaczona i czasami pojawiają się wątpliwości, w którą stronę należy iść.

Sam początek jest jednak bardzo prosty i przyjemny. Idziemy szeroką drogą, która biegnie niemalże po płaskim terenie. Wzdłuż trasy płynie potok, najpierw jest po naszej prawej stronie, później przechodzimy mostkiem i mamy go z lewej strony.

Po drodze znajdują się też charakterystyczne miejsca jak zbiornik wodny po prawej stronie, a kawałek dalej polana z czymś na kształt „pomnika”, który zrobiony jest z roweru oraz nart.

Taki przyjemny i spokojny spacer trwa półtora kilometra. Idzie się tutaj naprawdę przyjemnie, a wysokość, którą budujemy jest symboliczna. Ten stan rzeczy nie może trwać jednak, aż do końca szlaku. Sytuacja diametralnie zmienia się kiedy nasza trasa skręca o 90 stopni w prawo i wchodzi w las. To miejsce jest dobrze oznaczone i nie sposób go przegapić.

Od teraz szlak staje się wymagający, a podejście nie dość, że jest długie to także staje się forsowne. Trzeba przyznać, że to najgorszy odcinek trasy. Na dystansie mniej więcej kilometra budujemy dwieście metrów wysokości. Można się tu porządnie zmęczyć, tym bardziej, że podłoże nie ułatwia marszu. Idziemy po ziemi, kamieniach i korzeniach.

Początkowo dość szeroka trasa, z czasem zmienia się wąską ścieżkę, a las robi się zdecydowanie gęściejszy. Na tym odcinku nawet pomimo słonecznej pogody może być mokro i ślisko, także trzeba uważać, szczególnie podczas drogi w dół.

Niestety na szlaku, w żadnym momencie nie ma nawet niewielkich prześwitów, które pozwalałyby się cieszyć widokami. Idziemy cały czas lasem. Na szczęście jednak po przejściu tego kilometra, o którym pisałem wyżej, zaczyna się robić już znacznie przyjemniej. Szlak mocno się wypłaszcza dzięki czemu spacer znów staje się łatwy pod kątem oczywiście kondycyjnym. Miejscem, w którym możecie zorientować się, że jest już dość blisko do miejsca, w którym zacznie być łatwiej jest skrzyżowanie naszego zielonego szlaku z Duktem nad Spławami. Jest to szeroka droga, my jednak przecinamy ją i idziemy w dalszym ciągu ścieżką.

Za tym skrzyżowaniem jeszcze ostatni wysiłek i mamy bardzo łagodny szlak niemalże do samego szczytu. Co prawda do przejścia będzie jeszcze ponad dwa kilometry, ale w górę zostanie już niecałe sto metrów – nawet nie zauważycie, kiedy zbudujecie tę wysokość.

Idąc leśnym wydeptanym szlakiem dotrzecie w końcu do rozwidlenia dróg. Wówczas należy skręcić w prawo, a szlak będzie prowadził wzdłuż granicy Polsko – Czeskiej. Łatwo poznać ten odcinek trasy, bo znajdują się tutaj słupki graniczne.

Do szczytu pozostanie około 800 metrów. To już jest sama końcówka. Idzie się bardzo przyjemnie, jest w miarę płasko, coraz bliżej szczytu. Jest jednak jeden aspekt tej trasy, który skutecznie spowalnia marsz. Otóż są to niekończące się pola jagodowe.

Jest ich tutaj zatrzęsienie. Trzeba mieć naprawdę silną wolę aby nie zatrzymać się choć na chwilę. My tej silnej woli nie mieliśmy. Zatrzymaliśmy się na dobre 10 minut aby najeść się jagód. Gdybyście zastanawiali się czy jest to legalne – owszem jest. Nawet pomimo tego, że jesteśmy na terenie parku krajobrazowego. Prawo nie zabrania zbierania jagód, pod warunkiem, że robi się to rękoma. Jedynie używanie w tym celu „maszynek” jest zakazane.

Sam szczyt wygląda dość niepozornie. Gdyby nie tabliczka można by przejść obok nie zauważając go.

Pieczątka znajduje się w skrzynce przymocowanej do słupka z oznaczeniem szczytu.

Wcześniej wspomniałem, że oznaczenie szlaku nie jest najlepsze i faktycznie mogą pojawić się w niektórych miejscach wątpliwości odnośnie kierunku, w którym powinniśmy zmierzać. Z pomocą mogą przyjść, co zaskakujące, czeskie tabliczki. Otóż na nich należy szukać szczytu nazwanego „Polska hora” – to nic innego jak właściwa droga na nasz Rudawiec.

Po zrobieniu zdjęć na szczycie, wbiciu pieczątki do książeczki Korony Gór Polski, przyjemnej pogawędce z rodziną, która również była w trakcie zdobywania Korony Gór Polski (przy okazji serdecznie pozdrawiamy) dziarsko ruszyliśmy w drogę powrotną, dokładnie tą samą trasą, którą szliśmy w górę.

Mieliśmy jeszcze w planach Kowadło, tyle, że w oddali zaczęliśmy słyszeć odgłosy niewielkiej burzy. W takich warunkach przyspieszyliśmy kroku i to znacznie. Chcieliśmy zejść jak najniżej zanim grzmoty i deszcz dotrą do nas. Narzuciliśmy bardzo mocne tempo. Wystarczy wspomnieć, że drogę powrotną do startu szlaku na Kowadło zrobiliśmy w niewiele ponad 50 minut. Dodam tylko, że na obydwa szczyty można wyruszyć z tego samego miejsca.

Trzeba też pamiętać, że mieliśmy już w nogach ponad 17 kilometrów po górach. Zmęczenie dawało się we znaki i nie ma co ukrywać, przy zejściu z Rudawca, pojawiło się pierwsze poirytowanie. Podczas drogi powrotnej rozdzieliliśmy się tak aby każdy mógł iść swoim tempem, niemniej szlak prowadzący na Kowadło ponownie rozpoczęliśmy razem. Deszcz na szczęście lekko pokropił, trochę postraszył, ale koniec końców niemalże wszystko przeszło bokiem, dzięki czemu szlak na Kowadło pokonaliśmy praktycznie bez opadów. Ale o tym już w kolejnym wpisie.

Mapa szlaku na Rudawiec

Wejście i zejście z Rudawca, razem z postojami na zbieranie jagód oraz dość długi odpoczynek na szczycie, zajęło nam 2 godziny i 50 minut. Mieliśmy naprawdę dobre tempo, pomimo już dużego zmęczenia. Sam marsz, bez postojów to 2 godziny i 30 minut.

Szacunki, które pokazuje mapa turystyczna są jak najbardziej prawidłowe. My gdybyśmy nie musieli przyspieszyć aby zdobyć Kowadło, zapewne również pokonalibyśmy szlak w trzy godziny.

Start szlaku: Parking turystyczny Bielice Leśniczówka
Koniec szlaku: Parking turystyczny Bielice Leśniczówka
Podejście: szlak zielony
Zejście: szlak zielony
Czas przejścia: 2godziny 50 minut, czas marszu 2 godziny 30 minut
Łączna długość trasy: 10 kilometrów
Suma podejść: 442 metry
Suma zejść: 442 metry

Relacje i zdjęcia z minionych oraz nadchodzących podróży znajdziecie na naszym Instagramie:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.