Misja: Korona Gór Polski #9 – Biskupia Kopa

Kotlina Kłodzka – to był nasz cel na sierpniowy wypad po szczyty z Korony Gór Polski. Niemniej po drodze do Kłodzka, gdzie znajdował się nasz punkt wypadowy, mieliśmy jeszcze jedną górę z KGP. Była to Biskupia Kopa – czyli najwyższy szczyt Gór Opawskich. I to właśnie od niej rozpoczęliśmy naszą czterodniową wyprawę, podczas której zdobyliśmy aż 8 szczytów zaliczanych do Korony Gór Polski.

Biskupia Kopa – szlak

Ponieważ założyliśmy, że jednego dnia zdobędziemy zarówno Biskupią Kopę jak i Kłodzką Górę, musieliśmy tak zaplanować szlaki aby spokojnie i bez pośpiechu zrealizować nasz plan.

Oczywiste zatem jest, że nasze trasy nie mogły być za długie, dlatego wybieraliśmy raczej szybsze wejścia, ale nie robiliśmy tego za wszelką cenę. Widoki i atrakcyjność szlaku były równie ważne, bo przecież Koronę zdobywamy dla przyjemności, a w górach nie ma nic lepszego niż epickie widoki.

Tak oto zdecydowaliśmy się wyruszyć z miejscowości Bolkowice. Można podjechać autem niemalże pod sam szlak, a auto zostawić chociażby przy tej agroturystyce, którą widzicie na zdjęciu. Koszt to 10 złotych, a lokalizacja perfekcyjna. Nie ma co się zastanawiać i szukać lepszych miejsc.

Nasze miejsce startu znajduje się mniej więcej 100 metrów od parkingu. Musimy wrócić ten kawałek i wejść w ulicę Kapliczkową. To właśnie tutaj rozpoczyna się czerwony szlak, który poprowadzi nas aż do szczytu.

Od razu też trzeba uprzedzić, że szlak na całej długości prowadzi w górę. Nie znajdziecie na nim praktycznie żadnego wypłaszczenia, także nastawcie się na pokonywanie metrów nie tylko przed siebie ale także wzwyż. Na szczęście nie musimy budować dużej wysokości – zaledwie 495 metrów. Początkowo idziemy właśnie ulicą Kapliczkową, jednak nie trwa to długo. Po kilkuset metrach należy skręcić w lewo. Musicie uważać na oznaczenia, które pojawiają się na trasie, bo łatwo przegapić miejsce, gdzie należy wejść w las. Znaki są dwa i wyglądają tak:

Po wejściu w las szlak zaczyna trochę mocniej piąć się w górę. Idziemy już nie szeroką drogą, a znacznie węższą kamienistą ścieżką. Niemalże do samego szczytu jest to niestety spacer wśród drzew, krzaków i zarośli.

Choć trzeba dodać, że przyjemnym zaskoczeniem po drodze były miejsca, gdzie można nacieszyć oczy widokami rozpościerającymi się ze szlaku. Pogoda póki co dopisywała, humory również więc dziarsko i w niezłym tempie zdobywaliśmy kolejne metry trasy. Jednak jak zobaczycie na zdjęciu poniżej zbliżały się od nas niepokojące chmury.

To co widzieliśmy ze szlaku, za chwilę dopadło i nas. W oddali słychać było pojedyncze grzmoty, natomiast nad szczyt nadciągnęły deszczowe chmury. Byliśmy oczywiście na to przygotowani, bo nawet na krótkie wędrówki wybieramy się mając ze sobą odpowiedni ekwipunek. Było ciepło więc wystarczyło założyć nasze przeciwdeszczowe kurtki i mogliśmy iść dalej. Odgłosy burzy ucichły więc plan, który powstał na szybko podczas deszczu, aby przeczekać ewentualną burzę w znajdującym się nieopodal schronisku nie został zrealizowany.

Było bezpiecznie więc szliśmy bez przystanku w kierunku szczytu. Deszcz jednak nie przestawał padać. Niemniej nie była to potężna ulewa, a jedynie przelotne opady. Jedyne co nas martwiło to chmury, które całkowicie zasnuły szczyt. Wydawało się, że nici z podziwiania widoków z wieży, która jest największą atrakcją Biskupiej Kopy.

Na szczyt dotarliśmy po mniej więcej godzinie od wyruszenia z parkingu. Nie zrażeni pogodą postanowiliśmy skorzystać z chwilowych przejaśnień i weszliśmy na wieżę.

Nie liczyliśmy na zbyt wiele, podobnie zresztą jak i pan w kasie, który sprzedając nam bilety uznał, że da nam zniżkę, bo widoki z góry będą raczej słabe. O ile w ogóle jakiekolwiek się przebiją przez gęstwinę chmur. Szczęście jednak nam dopisało, wiatr częściowo przewiał chmury więc choć trochę mogliśmy nacieszyć oczy widokami.

Na szczycie oczywiście przybiliśmy pieczątkę, która znajduje się w kasie na wieży. Obowiązkowe zdjęcie do książeczki KGP, szybki posiłek i można było ruszyć w dół.

Gdy schodziliśmy pogoda znacznie się poprawiła dzięki czemu podczas drogi powrotnej mogliśmy cieszyć się świetnymi panoramami. Trzeba przyznać, że Biskupia Kopa, pomimo niewielkiego deszczu, miło nas zaskoczyła – właśnie elementami widokowymi. Nie spodziewaliśmy się za wiele, a tymczasem to co mogliśmy oglądać przeszło nasze oczekiwania.

Dopisywały nam humory, mieliśmy też spory zapas czasu do startu na trasę prowadzącą na drugi szczyt, który zaplanowaliśmy zdobyć tego dnia – czyli Kłodzką Górę. Postanowiliśmy zatem odrobinę zejść ze szlaku i wstąpić do Górskiego Domu Turysty pod Biskupią Kopą. Chwilę odpoczęliśmy, napiliśmy się kawy i ruszyliśmy w dół.

Zdobycie Biskupiej Kopy, zrobienie zdjęć, odpoczynek w schronisku i powrót do auta zajęły nam mniej więcej trzy godziny. Oczywiście odliczając postój w Górskim Domu Turysty, sam marsz w górę i w dół to mniej więcej dwie godziny z małym haczykiem. Nie jest to bardzo wymagająca góra, ale na pewno nie pomaga fakt, że szlak bez przerwy prowadzi w górę i tak naprawdę nie ma gdzie odpocząć idąc. Jedyny odpoczynek jest wtedy gdy zatrzymacie się gdzieś na picie.

Niemniej Biskupia Kopa to przyjemny szczyt, który ma co zaoferować, a przy ładnej pogodzie widoki z wieży znajdującej się na szczycie muszą robić duże wrażenie.

Mapa szlaku – Biskupia Kopa

Start szlaku: Bolkówka
Koniec szlaku: Bolkówka
Podejście: szlak czerwony
Zejście: szlak czerwony
Czas przejścia: 2 godziny
Łączna długość trasy: 6 km
Suma podejść: 495 metrów

Relacje i zdjęcia z minionych oraz nadchodzących podróży znajdziecie na naszym Instagramie:

https://www.instagram.com/enjoythetravelpl/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.