Gruzińskie wino pod polskim znakiem. Wywiad z prezesem Gevelli

O Gevelli zapewne część z Was już słyszała. Jest to winiarnia, której właścicielami są Polacy. Zawitaliśmy tam jadąc do Omalo i byliśmy pod dużym wrażeniem tego co zobaczyliśmy na miejscu.

O Gevelli pisaliśmy tutaj – http://enjoythetravel.pl/gruzja-kachetia-kraina-winem-plynaca/

Postanowiłem porozmawiać z Prezesem Zarządu Gevelli – Michałem Burdzy, o inwestycjach w Gruzji, pomyśle na biznes oraz o samym Gevelli. Zapraszamy.

Cześć Michał, powiedz mi skąd wziął się pomysł na założenie winiarni i dlaczego zdecydowaliście się to robić w Gruzji?

Michał Burdzy: Zacznijmy od tego dlaczego Gruzja – do Gruzji nie trafiłem z własnego wyboru. W 2013 roku był to dla mnie kraj, o którym praktycznie nie wiedziałem nic. Los tak chciał, że byłem akurat dyrektorem działu eksportu w dużej firmie dystrybucyjnej i moja pracownica znalazła (poprzez Internet) pierwszego w tym kraju odbiorcę. Po roku współpracy Zarząd firmy podjął decyzję o wysłaniu mnie na delegację do Gruzji celem poznania klienta bliżej. Do tej pory specjalizowałem się w rynkach unii europejskiej, a najdalej jak byłem „na wschód” to Estonia. W kolejnych dniach zaczerpnąłem wiedzy od znajomych z bloga podróżniczo-kulinarnego „Tasteaway”, którzy akurat byli w Gruzji rok wcześniej (warto dodać, że z niemowlakiem) – dowiedziałem się, że jest przyjaźnie, bardzo bezpiecznie, no i oczywiście pięknie. Pojechałem.

Na miejscu poznałem Zuraba Tcharbadze (właściciela gruzińskiej firmy dystrybuującej narzędzia) oraz jego syna Avtandila. Podczas pierwszej wizyty „temat” wina pojawił się jedynie przy stole, podczas tradycyjnego gruzińskiego posiłku zwanego suprą, w postaci dwóch pięciolitrowych baniaków, które ku memu zdziwieniu (przy stole było 9 osób z czego dwóch kierujących) do końca wieczora zniknęły. Pamiętam, że strasznie obawiałem się konsekwencji dnia następnego (oraz innych aspektów organizacyjnych), gdyż mój organizm źle tolerował wino – ale ku memu zdziwieniu wszyscy byli zwarci i gotowi do pracy o 9:00 rano następnego dnia. Nie mogłem w to uwierzyć pomimo, iż Zurab zapewniał mnie cały wieczór, że ze względu na naturalny, wysokiej jakości charakter surowca oraz tradycyjne metody produkcji nie będzie typowych dla wina, uciążliwych powikłań. Miał rację. Dało mi to dużo do myślenia, ale podczas pierwszej wizyty dalej tematu wina już nie drążyliśmy – skupiliśmy na biznesie, który przyjechaliśmy rozeznać (tj. dystrybucja narzędzi polskiego producenta na rynku gruzińskim). Wybacz długi wstęp ale był on dość istotny co do dalszych losów projektu.

A teraz trochę o tym dlaczego wino – kolejna wizyta odbyła się w marcu 2014 roku – tutaj temat inwestycji w postaci budowy winiarni oraz winnicy przejawiał się praktycznie od pierwszego dnia – pijąc kawę pod wieżą telewizyjną w parku Mtatsminda (najwyższy obiekt w Tbilisi) padła po raz pierwszy propozycja wspólnego polsko-gruzińskiego przedsięwzięcia. W dalszej części delegacji odwiedziliśmy ziemię pod inwestycję oraz kilka innych winnic w okolicy. Postanowienie Zuraba było dosadne – „chcę wybudować najlepszą”. Spodobało mi się to co widziałem oraz fakt, że wino należy do takich dóbr, które czy wokół jest dobrze, czy jest źle, to i tak zawsze znajdzie swoich amatorów – prawie jak woda i chleb. Po paru dniach wróciłem do Polski i przedstawiłem koncepcje kilku potencjalnym inwestorom – oczywiście początkowo nikt nie dowierzał, że może się to udać ale po przedstawieniu biznes planu, planu inwestycji oraz jej zabezpieczenia – zainteresowanie się znacząco zwiększyło. Po długich i ciężkich negocjacjach głównym, oraz obecnie wyłącznym, inwestorem stał się mój ojciec. Decyzja została podjęta w maju 2014, a umowa zawarta kilka tygodni później. Pierwsza przysłowiowa „łopata” trafiła do ziemi na początku lipca i w ten sposób dość odległa wizja zaczęła się przeistaczać w rzeczywistość. Dla strony polskiej ustalono 51% udziałów oraz odpowiedzialność za finansowanie, marketing i dystrybucję w Polsce oraz pośrednictwo sprzedaży w innych krajach. Dla strony gruzińskiej 49% udziałów. Gruzini wnieśli ziemię pod inwestycję oraz ponosili całą odpowiedzialność za konstrukcję, nasadzenie winnicy oraz cały proces produkcyjny.

Oczywiście po drodze mieliśmy szereg wydarzeń i przygód które mogły nam pokrzyżować plany (bardzo długa opowieść na inną okazję) ale pierwsza produkcja nastąpiła w 2015 roku, a finalnie w 2019 roku winiarnia jest ukończona i w pełni funkcjonuje. Ja jestem odpowiedzialny za podmiot polski i wraz z moimi dwoma wspólnikami – bratem oraz bliskim przyjacielem ogarniamy całość dystrybucji w Polsce oraz na terenie UE.  Idzie nieźle.

Nie baliście się inwestować w dość ryzykownym kraju jakim jest Gruzja?

M.B.: Naturalnie, że tak. Od samego początku wisiały nad nami wspomnienia wojny gruzińsko-rosyjskiej z 2008 roku – dodatkowo od tamtego czasu pomimo początkowej poprawy stosunków to od czterech lat sytuacja się wyłącznie destabilizuje. Rosja wprowadza liczne embarga handlowe oraz ostatnio turystyczne, które znacząco utrudniają życie Gruzinów i mają negatywny wpływ na gospodarkę. Z drugiej strony gdyby inwestycja była łatwa to pewnie ktoś inny by już się za nią wziął więc jak to mówią „no risk, no fun” gdzie słowo „fun” zastąpiłbym słowem „zysk”. Niewątpliwie ryzyko jest, ale patrząc się na to co powstało to było naprawdę warto.

A jak to jest z inwestycjami w Gruzji? Napotkaliście jakieś trudności czy może inwestować jest tutaj łatwo?

M.B.: Bardzo łatwo. Nie ma żadnych przeszkód, a administracja w Gruzji jest bardzo przyjazna i sprawna. Oczywiście przed jakąkolwiek inwestycją należy znaleźć właściwych wspólników/pracowników, bo niestety z tym bywa bardzo różnie. My trafiliśmy dobrze. Spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością (LLC) zakładamy w ciągu 15 minut, w każdym Urzędzie Miasta. Poza tym przepływ płatności oraz towarów odbywa się bez jakichkolwiek utrudnień administracyjnych – wyjątkiem od tego jest eksport koncesjonowanych produktów, w tym wina – cały proces jest wnikliwie kontrolowany (liczne próbki, degustacje i badania) i nie ma praktycznie możliwości żeby wino niespełniające surowych gruzińskich norm zostało sprzedane na eksport. Akurat znam te niuanse branży winiarskiej ale z tego co słyszałem od innych Polaków prowadzących biznesy w Gruzji to raczej jest bezproblemowo. Gruzja jest bardzo otwarta na nowe inwestycje i z wielką wdzięcznością podchodzą do tematu zakładania firm przez cudzoziemców.

Powiedz, skąd wzięła się nazwa Gevelli?

M.B.: Tutaj należałoby wejść w umysł założyciela firmy – mojego ojca Jerzego Burdzy. Nazwę tłumaczy w taki sposób że „Ge” występuje jako .ge lub znak międzynarodowy Gruzji oraz „velli”, słowo trochę z brzmienia włoskie trochę angielskie (od słowa „valley” czyli „dolina”) – czyli w skrócie gruzińska dolina („tzw. Alazani Valley”). Z naszej strony nie mieliśmy wobec niej żadnych zastrzeżeń więc tak już zostało. Warto zaznaczyć, ze podmioty są dwa: Gevelli LLC która ma siedzibę w Gruzji oraz Gevelli International Sp. z o.o. która ma siedzibę w Polsce więc tworząc nazwę naszego podmiotu mieliśmy pełną swobodę zmiany, ale każdemu się podobało to co jest.

Kto stoi za marką Gevelli?

M.B.: Tak jak wspomniałem samą nazwę wymyślił mój Ojciec, ale jeżeli chodzi o branding, logo, etykiety notabene całą otoczkę marketingową to tylko i wyłącznie my jako Gevelli International Sp. z o.o. czyli trzy osoby. Mamy pełny wpływ na cały proces wytwarzania wina od surowca poprzez projekt etykiety i staramy się kreować i dobierać wszystko optymalnie do potrzeb rynku. Niektóre z naszych etykiet po pięciu latach wymagają odświeżenia, ale aktualne, patrząc na pozytywne wyniki sprzedażowe, ewidentnie się wśród konsumentów przyjęły.  

A teraz jedno z najważniejszych pytań – jakie wino produkujecie w Gevelli?

M.B.: Odpowiem może mało dyplomatycznie, ale moim zdaniem obecnie mamy zbyt szeroki asortyment. Są początki, eksperymentujemy z nieco rzadszymi odmianami gruzińskich szczepów więc podejrzewam, że obecnie w winiarni może się znajdować ok. 15-18 różnych rodzajów wina. Z każdym szczepem/rodzajem robimy próbę sprzedażową w Polsce – jeżeli się nie przyjmie to w następnym roku rezygnujemy. Jednak trzon sprzedaży stanowią najbardziej popularne odmiany: czerwone saperavi (tłum. barwnik, z którego jest ok. 90% wszystkich czerwonych win gruzińskich) oraz białe rkatsiteli (tłum. czerwona gałąź). Oczywiście z saperavi robi się wina zarówno wytrawne, półwytrawne oraz półsłodkie, a przykładowo saperavi z regionu Kindzmarauli jest głównie wykorzystywane do produkcji popularnego czerwonego wina naturalnie półsłodkiego apelacyjnego „Kindzmarauli”. Rkatsiteli jest odpowiednikiem saperavi wśród win białych i stosowany w większości naszych białych win.

Ile butelek wina produkujecie?

M.B.: Na początku drogi w 2015, w pierwszym roku działalności winiarni produkowaliśmy zaledwie 150 000 butelek. Do 2018 mieliśmy możliwości produkcyjne do 400 000 butelek rocznie (300 000 litrów) a do końca 2019 planujemy poszerzyć produkcję do 600 000 butelek (400 000 litrów).

Gdzie można dostać Wasze wina i ile kosztują?

M.B.: Nasze wina są ogólnie dostępne w całej Polsce. W zależności od tego ile chcemy zapłacić mamy różne linie i etykiety. Gamę otwiera wino czerwone półsłodkie dostępne w marketach Aldi w okolicach 20 pln. Dalej mamy dwie różne linie etykiet w marketach Auchan oraz w większych marketach Carrefour – plasują się w okolicach 30pln i w obu przypadkach jest spory wybór. Nasze najbardziej wykwintne wina są dostępne w kilku sklepach specjalistycznych np. „Dar Wina”, „Białe czy Czerwone” czy też „Wine Avenue”. Tutaj cena kształtuje się od 50 złotych i w górę. Każdy z tych sklepów prowadzi sprzedaż internetową, więc można powiedzieć, że mogą dojechać wszędzie. Jedno z naszych najbardziej wyjątkowych win, naturalnie różowe oraz półwytrawne wino „Chkhaveri” jest dostępne w najlepszej restauracji gruzińskiej w Warszawie „Rusiko”.

Ile osób pracuje w Gevelli w Gruzji?

M.B.: Zależy – obecnie poszerzamy ofertę o zwiedzanie oraz degustację w winiarni więc zapewne skład się poszerzy. Nie licząc ochrony i innych tymczasowych podwykonawców to od listopada do sierpnia jest ok. 20 stałych pracowników. Sezonowo (podczas zbiorów – wrzesień oraz październik ) ilość ta może się podwoić.

Kto odpowiedzialny jest za proces produkcji?

M.B.: Mamy na miejscu wspaniałego lokalnego winemakera Archil`a Pharsadanishvili – ma ogromne (ponad 30 letnie) doświadczenie i dzięki niemu możemy być spokojni i przede wszystkim dumni z naszych win. Nadzoruje cały proces produkcji – od zebrania winogron poprzez butelkowanie aż do samego załadunku. Za winnice odpowiedzialny jest z kolei Ramin – wspaniały człowiek o wielkim sercu i ogromnej wiedzy i pasji do uprawy winorośli. To zdecydowanie najmocniejsze ogniwa tego projektu w zakresie produkcji.

Jak duża jest Wasza winnica?

M.B.: Winnica Gevelli Wine & Vineyards jest położona w niezwykle malowniczej dolinie Alazani, w apelacji Tsinandali przy wiosce Kondoli. Składa się z 60 hektarów urzekająco pięknych terenów, idealnych do kultywowania gruzińskiej tradycji winiarskiej. Uprawiamy na nich 5 endemicznych szczepów dla Gruzji i klasycznych dla regionu Kachetii: Saperavi, Rkatsiteli, Mtsvane, Kisi, Khikhvi oraz 2 europejskie szczepy: Chardonnay i Montepulciano.

Jakie jest Twoje ulubione wino?

M.B.: Moje „ulubione” wino to zdecydowanie czerwone wytrawne Napareuli, oczywiście z winogron ze szczepu Saperavi pochodzących z apelacji o tej samej nazwie. Apelacja Napareuli leży na doskonale nasłonecznionych południowych stokach podnóży Kaukazu gdzie sprzyja bardzo żyzna gleba (alluwialna) oraz wysoko zmineralizowane nawodnienie z górskich potoków i rzeki Alazani. Jest to idealnie zbilansowane wino i pasuje do większości dań mięsnych, ale specjalnie piszę „ulubione” (w cudzysłowie) bo tak jak w przypadku chociażby samochodów to każde wino jest na inną okazję i pasuje do czego innego.

Które wino najlepiej się sprzedaje?

M.B.: Powiem tak: Niestety kultura picia win jakościowych w Polsce jest stosunkowo młoda (20-30 lat), ale pocieszające jest to, że świadomość konsumentów oraz rynek rozwijają się w bardzo dynamicznym tempie (10-15% per annum). Tym samym najbardziej popularne wina, które sprzedajemy to łatwe w odbiorze wina półsłodkie oraz półwytrawne – wytrawne stanowią jedynie kilkanaście procent całości obrotu ale rok do roku te proporcje się zmieniają. Ludzie uczą się cieszyć taninami i wytrawnymi winem i już niekoniecznie traktują wino jako łatwą przepustkę do stanu nietrzeźwości, ale niezależnie od zamiarów klienta mogę zagwarantować, że w danej kategorii cenowej lepszego wina jakościowego nie da rady znaleźć niż wina Gevelli.

Czy Wasze wina można dostać tylko w Polsce czy również w innych krajach?

M.B.: Obecnie rozwijamy kilka rynków eksportowych, ale to wciąż początki min. w Anglii, Czechach, Niemczech oraz Chinach. Na celowniku mamy również USA. Ostatnie pięć lat poświęciliśmy stricto na rozwój rynku polskiego, który jest już obecnie w miarę ustabilizowany, więc możemy się skupić na dalszej ekspansji.

Jakie macie najbardziej szalone marzenie związane z Gevelli?

M.B.: Mogę zapewnić, że szalone (nawet bardzo) marzenia są, ale póki co są jeszcze na etapie planów i są objęte tajemnicą. Mogę zdradzić, że będą wspaniałym i nowatorskim połączeniem wszystkiego najlepszego co Gruzja ma do oferowania.

Czy planujecie kolejne inwestycje w Gruzji?

M.B.: Zapewne tak i są one ściśle powiązane z powyższym pytaniem. Właściwych ludzi już znamy więc tylko finanse i wyobraźnia nas ograniczają… bo na pewno nie Gruzja.

Co najbardziej podoba Ci się w Gruzji?

M.B.: Zdecydowanie natura oraz widoki. Piękny (jeszcze), nieskażony człowiekiem azyl przyrody i dzikości – niewiele zostało takich miejsc na Świecie a już na pewno nie tak blisko Polski. Powoli się to zmienia więc trzeba korzystać. Oczywiście jest też wino, lokalna kuchnia i ludzie. Wino i kuchnia, które wynikają ze wspaniałej i czystej natury – a ludzie, ich szczerość oraz dobroć najczęściej poznaje się przy winie, które występuje w każdym aspekcie gruzińskiej kultury. Dla równowagi od razu tutaj powiem szczerze, że najmniej mi się z kolei podoba gruzińska organizacja (lub bardziej jej brak) pracy i czasu, którą można odczuć nawet w każdym zakątku Gruzji – powstało nawet pojęcie gruzińskiego czasu tzw. GMT czyli „Georgian Maybe Time”, ale być może dla przeciętnego turysty jest to wręcz atrakcyjne. Druga sprawa to specyficzna mentalność „południowców”, w szczególności u starszych pokoleń (i nie tylko), ale na szczęście jestem świadkiem jak od pięciu lat się to stopniowo zmienia na bardziej współczesne podejście do życia.

Jedna myśl na temat “Gruzińskie wino pod polskim znakiem. Wywiad z prezesem Gevelli

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *