Noc na pustyni w Maroku – poradnik. Maroko noc na pustyni jak to zorganizować i czego się spodziewać

Noc na pustyni była naszym priorytetem podczas wyjazdu do Maroka. Jest to coś bardziej jak doświadczenie, pod które układa się całą podróż. I dokładnie tak było u nas. Plan wyjazdu podporządkowaliśmy temu jednemu momentowi: wejściu na wydmy Erg Chebbi i spędzeniu nocy pośrodku saharyjskiej ciszy.

Jak zorganizować dojazd na pustynię

Startowaliśmy z Marrakeszu, ale nie robiliśmy tej trasy „na raz”. Po drodze zatrzymaliśmy się na noc w Warzazat w hotelu Riad Amlal. Jak najbardziej polecamy. Na miejscu zjedliśmy też kolację oraz rano śniadanie. Kolacja była dodatkowo płatna – 10 euro za osobę. Przed przyjazdem do hotelu odwiedziliśmy Ait Ben Haddou. Jest to świetnie zachowany ksar, który na pewno znacie z filmu „Gladiator”. Zdecydowanie warto wpisać go na swoją listę miejsc do odwiedzenia.

Taki plan podróży uznajemy za optymalny. Dzięki temu nie jedziecie kilkunastu godzin jednym ciągiem, tylko rozbijacie trasę na sensowne etapy. Co więcej do Ait Ben Haddu docieracie po południu, kiedy cały tłum już opuści to miejsce.

Druga część drogi to już dojazd do Merzougi. Tam dojechaliśmy wypożyczonym autem. I to jest moim zdaniem najlepsza opcja. Macie pełną niezależność, możliwość zatrzymania się gdzie chcecie, czy to na kawę, czy na zdjęcia. Nie goni Was czas. Super doświadczenie.

Na miejscu samochód zostawia się przy hotelu, który organizuje nocleg na pustyni. W naszym przypadku był to Auberge Les Roches. Od tego momentu zaczyna się Wasza pustynna przygoda.

Transfer na pustynię – wielbłądy i logistyka

Kluczowa rzecz: trzeba być na miejscu przed 16:00. Koniecznie. A to dlatego, że kilka minut po 16 rusza karawana na wydmy, żeby zdążyć na zachód słońca. Nie ma tu przypadku, wszystko jest tak zaplanowane, żeby jak najlepiej doświadczyć wydm Erg Chebbi.

Jeśli przyjedziecie wcześniej, spokojnie można poczekać w hotelu. U nas wyglądało to bardzo przyjemnie. Zostaliśmy poczęstowani herbatą oraz dostaliśmy przekąski. Mieliśmy chwilę oddechu i odpoczynku po trasie.

Organizacja była dopięta na ostatni guzik:

  • duże bagaże zostawiliśmy w hotelu i zostały przewiezione do campu autem 4×4
  • na wielbłądy zabraliśmy tylko najpotrzebniejsze rzeczy – okulary przeciwsłoneczne, telefony, dokumenty
  • na drogę dostaliśmy wodę i chusty na głowę

My wybraliśmy obie możliwości czyli dojechanie na wielbłądach do campu, za to już rano powrót do hotelu terenówką 4×4. Na wielbłądach jedzie się około godzinę. Przy czym po około 40 minutach jest przerwa na oglądanie zachodu słońca. Po nim ponownie wsiadamy na wielbłądy. Do obozu pozostaje około 15-20 minut.

Natomiast jeśli chodzi o powrót to mieliśmy pełną elastyczność. Mogliśmy umówić się na dowolną godzinę. Samochód i tak czeka w obozie. Także to też oceniamy bardzo na plus.

Gdzie dokładnie traficie

Mówimy o klasyce gatunku, czyli Merzouga i wydmy Erg Chebbi. To właśnie te „instagramowe” pustynne krajobrazy, czyli wysokie, miękkie wydmy, ciągnące się po horyzont.

Noc spędziliśmy w campie Overnight Camp Erg Chebbi, który rezerwowany był przez Booking.

Warto wiedzieć, że obozy na pustyni to nie jest totalna dzicz. Obozów jest sporo, są też inni turyści, czasem przejedzie terenówka. Ale nie zabija to klimatu. Przestrzeń i tak robi swoje.

Zachód słońca i pierwsze wrażenie

Moment wejścia na wydmy robi robotę, ale prawdziwe show zaczyna się przy zachodzie słońca. Światło zmienia kolory piasku co kilka minut i wszystko wygląda jak wygnereowane przez AI, tylko że na żywo.

To jeden z tych momentów, dla których warto przejechać kilkaset kilometrów.

Noc na pustyni, czyli cisza… i nie zawsze cisza

U nas noc była daleka od „idealnej pocztówki”, bo trafiliśmy na burzę. I to jest właśnie piękne. Słyszysz każdy podmuch wiatru, każdy dźwięk, wszystko jest intensywniejsze niż gdziekolwiek indziej.

Weźcie pod uwagę, że temperatura po zachodzie słońca szybko spada, więc robi się chłodno. W namiocie było około 16–18 stopni, ale dodatkowe koce załatwiają temat. W nocy było nam ciepło. A jak wyglądała nasza noc na pustyni przeczytacie tutaj: https://enjoythetravel.pl/epizody-maroko-noc-na-pustyni-z-burza-piaskowa-w-tle/

Rano po burzy czekał na nas zupełnie inny świat. Cisza, spokój, zero pośpiechu.

Warunki w namiocie, czyli czy to jest komfortowe

Noc na pustyni nie będzie niczym co choć trochę mogłoby się kojarzyć z survivalem. Namioty, choć raczej „małe domki” są bardzo komfortowe. Oczywiście biorąc pod uwagę, że śpimy na pustyni.

Większość namiotów posiada:
– łazienkę z toaletą, prysznicem i ciepłą wodą
– normalne łóżka
– prąd w namiocie
– dodatkowe koce

Nasz namiot nie miał ogrzewania, ale przy tych temperaturach i kocach, było nam ciepło.

Jedyny minus? Prywatność w łazience jest umowna. Ściany to materiał, więc słychać więcej niż w hotelu. Ale to raczej oczywistość przy noclegu na pustyni.

Jedzenie i wieczór berberyjski

Jedzenie było jednym z większych zaskoczeń. Świeże, robione na miejscu, bardzo obfite. Tadżin, pieczywo, dodatki – wszystko dopracowane i bardzo smaczne. Do tego kawa, herbata, soki. Nie brakowało nam niczego.

Do tego wieczór przy ognisku:
śpiewy, bębny, trochę tradycyjnych tańców. Nie mieliśmy wrażenia, że to jest sztuczne, atmosfera była bardzo luźna.

Koszty i organizacja

Całość kosztowała nas 200 euro za dwie osoby czyli po 100 euro na osobę:

  • 70 euro nocleg – za dwie osoby
  • 130 euro transport (wielbłądy + powrót 4×4) – za dwie osoby

Płatność gotówką na miejscu (u nas w euro).

Po rezerwacji na booking dostaliśmy jasną informację, że nie można dotrzeć do campu samodzielnie. I naszym zdaniem to dobrze, bo dzięki temu unika się chaosu i „niespodzianek” z transportem, które podobno zdarzają się przy tańszych opcjach.

Pamiętajcie, że rezerwując nocleg przez booking pojawi się prawie na pewno wiadomość właśnie o transporcie. Druga rzecz, w wiadomości dostaniecie również informację o miejscu, do którego macie dotrzeć w Merzouga i gdzie zostawicie auto.

Organizacyjnie wszystko było bardzo sprawne. Bezpiecznie, bez stresu, bez niedomówień. Czuliśmy się bezpieczni i odpowiednio zaopiekowani.

Co zabrać ze sobą

Tu warto być praktycznym:

  • okulary przeciwsłoneczne i coś na głowę
  • wilgotne chusteczki i żel antybakteryjny (my się z nim nie rozstawaliśmy)
  • wygodne buty (sportowe)
  • coś cieplejszego na wieczór (lekka kurtka robi robotę)
  • powerbank (opcjonalnie)
  • krem z filtrem w cieplejszych miesiącach

Czy warto?

Krótko: tak.

To jest jedna z tych rzeczy, które zostają w głowie na długo. Od jazdy na wielbłądach, przez zachód słońca, po noc w namiocie i poranek na pustyni. Co bym zmienił? Nic. I to chyba najlepsza rekomendacja.

A po powrocie do Merzouga zorganizowaliśmy sobie jeszcze godzinną wyprawę na quadach po wydmach. Co istotne, w organizacji oczywiście pomógł nam hotel. Ale o tym już w kolejnym wpisie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *