Armenia. Twierdza Smbataberd, Orbelian Caravanserai, Wulkan Armaghan

Nasz drugi dzień w Armenii wypełniony był po brzegi zarówno kilometrami jak i miejscami, które chcieliśmy odwiedzić. Żeby wszystko się udało, niezbędne były niemałe poświęcenia z naszej strony. Tak oto skoro świt wstaliśmy z łóżek i ruszyliśmy w drogę.

Do przejechania mieliśmy 300 kilometrów. Ruszaliśmy z hotelu Sevano, który serdecznie odradzamy. Warunki, okolica, atmosfera – wszystko było tam przerażające. Rano cieszyliśmy się, że nikt nie wyciął nam w nocy nerki. Nie śpijcie tam! Wracając do naszej podróży to wyruszaliśmy z hotelu Sevano, a plan zakładał dotarcie aż do Tatev. Po drodze chcieliśmy oczywiście odwiedzić kilka szalenie ciekawych miejsc. Trzy z nich czyli wulkan Armaghan, Orbelian Caravanserai oraz Twierdza Smbataberd znajdują się na odcinku około 50 kilometrów, także dojazdy były bardzo krótkie.

Jednak zanim to nastąpiło musieliśmy najpierw znaleźć stację, na której moglibyśmy zatankować zwykłą benzynę. W Armenii jeździ się głównie na gazie, dlatego też nie było to takie proste. Na szczęście przed wyjazdem poćwiczyłem trochę rosyjski także udało się zapytać lokalnych mieszkańców, gdzie można dostać tak mało spotykany towar jak powszechne u nas PB95. Żeby było trudniej zwyczajna dla nas dziewięćdziesiątka piątka w Armenii i Gruzji określana jest jako “Premium”, warto o tym pamiętać. Po kilku minutach jazdy w końcu dotarliśmy do niewielkiej stacji i tam zatankowaliśmy. Pierwszy sukces zaliczony. Mogliśmy ruszać w drogę.

Dodatkową atrakcją był przejazd wzdłuż jeziora Sewan. Jako, że jechaliśmy wcześnie, to na drodze nie było dużego ruchu więc mogliśmy podziwiać świetne widoki wprost z trasy.

Wulkan Armaghan

Niemniej świadomie i konsekwentnie oddalaliśmy się od linii brzegowej i zmierzaliśmy w kierunku pierwszego punktu w naszym misternie ułożonym planie, czyli wierzchołka wygasłego wulkanu Armaghan. Górę widać znakomicie nawet z daleka. Jest bardzo charakterystyczna, odcina się od płaskiego terenu wokół i wygląda, uwaga to może być zaskakujące… jak wulkan.

Czytaj również!  Drogi w Armenii - przygotujcie się na mocne wrażenia

Nie jest łatwo się tam dostać. Droga na szczyt jest bardzo wymagająca. Bez samochodu z napędem 4×4 możecie zapomnieć o zdobyciu Armaghan. Oczywiście możecie tam wejść o własnych siłach, ale będzie to męcząca i długa wyprawa. My na szczęście dysponowaliśmy autem, które idealnie sprawdziło się w tym terenie, choć nie było łatwo. Droga prowadzi zboczem góry, w niektórych miejscach podjazdy są nie dość, że bardzo strome, to jeszcze prowadzą po dużych kamieniach. Naprawdę trzeba tam uważać. Jednak doświadczenie z drogi do Omalo pomogło nam pokonać najtrudniejsze etapy i tak oto stanęliśmy na szczycie wygasłego wulkanu.

Wrażenia są niepowtarzalne. Jeszcze nigdy żaden z nas nie był w takim miejscu, także było to dla nas zupełnie nowe doświadczenie. Na szczycie poza widokami czekał na nas także niewielki monastyr oraz jeziorko znajdujące się wewnątrz wulkanu.

Dodatkową frajdą na trasie do i z Armaghan było przejechanie się lokalnymi gruntowymi drogami i znalezienie miejsc, do których turyści raczej nie docierają. Jechaliśmy na przykład przez małą wioskę gdzie budziliśmy niemałe zdziwienie wśród mieszkańców.

Jedynym z naszych ulubionych miejsc został niepozorny most przerzucony nad rzeczką. Widok rewelacyjny, bardzo prosty i całkowicie zachwycający

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *