Armenia. Monastyry Armenii i świątynia Garni

Zapewne niewiele osób zdaje sobie sprawę z faktu, że Armenia jako pierwszy kraj na świecie przyjęła chrześcijaństwo jako religię państwową.

Nie może zatem dziwić, że monastyry – czyli klasztory są jednymi z największych atrakcji turystycznych Armenii. Myliłby się jednak ten, kto uważa, że są to po prostu budynki sakralne. Oczywiście, kościoły i klasztory same w sobie mogą być ciekawe, choć szczerze mówiąc nas kręci co innego. O wiele ciekawsze było otocznie klasztorów.

Monastyry, które odwiedziliśmy znajdują się w bajecznych wręcz lokalizacjach. I to właśnie dla tych widoków warto je odwiedzić. Byliśmy zachwyceni tym co zobaczyliśmy. Jeśli dodamy do tego, że budynki pochodzą nawet z IV wieku naszej ery to otrzymujemy potężny kawał historii w fantastycznej lokalizacji. Trudno o lepsze połączenie.

Odwiedziliśmy 5 monastyrów: Sewanawank, Tatev, Norawank, Chor Virap oraz Geghard, a także świątynię Garni, która jest unikatem, bowiem przypomina budowle greckie. W Armenii jest to niespotykany widok.

Monastyr Sewanawank

Był to pierwszy z klasztorów na naszej trasie. Jeśli spotkaliście się kiedykolwiek z tekstami o Armenii, to zdjęcia tego monastyru na pewno już widzieliście. Nie ma się co dziwić, bo znajduje się on na wzniesieniu, z którego rozciąga się fantastyczny widok – przede wszystkim na jezioro Sewan, a także na całą okolicę.

Klasztor według znalezionych tutaj inskrypcji powstał w 874 roku. Niegdyś Sewanawank znajdował się na wyspie, jednak ze względu na absurdalne wręcz decyzje podejmowane przez Stalina w czasach kiedy Armenia należała jeszcze do Związku Radzieckiego, poziom wód jeziora obniżył się o ponad 30 metrów i obecnie Sewanawank leży na półwyspie. Na dziedzińcu można podziwiać bogaty zbiór chaczkarów – czyli kamiennych tablic, na których wyryte są znaki krzyża.

Wstęp do klasztoru jest bezpłatny, a w okolicy znajdują się parkingi, stoiska z pamiątkami oraz restauracje, w których królują oczywiście świeże ryby.

Monastyr Tatev

Tatev był najdalej wysuniętym na południe monastyrem, który odwiedziliśmy. Przyjechaliśmy tutaj głównie z dwóch powodów – pierwszym była najdłuższa kolejka górska na świecie – Wings of Tatev, natomiast drugim powodem był właśnie monastyr.

Jadąc tutaj nie wiedzieliśmy za wiele o samym klasztorze, a jak się okazuje był on bardzo ważnym miejscem na mapie Armenii. Powstał w 815 roku jednak początki Tatev sięgają aż IV w. naszej ery. Na przestrzeni wieków klasztor był rozbudowywany. Mieściły się tutaj klasztor, uniwersytet, szkoła, biblioteka. Jednak najciekawsza naszym zdaniem historia dotyczy lat 1920 – 1921, kiedy monastyr Tatev został miejscem, w którym biło serce oporu Ormian wobec radzieckiej inwazji. Był to również ostatni bastion niepodległej Armenii. 25 grudnia 1920 roku zjazd, który zebrał się w Monastyrze Tatev, ogłosił powstanie niezależnego państwa w prowincji Sjunik. Był to wyraz sprzeciwu wobec włączenia Armenii do Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Na czele nowego państwa stanął Garegin Nzhden, który wówczas był przywódcą zarówno wojskowym jak i politycznym.

27 kwietnia 1921 roku bezimienne państwo otrzymało swoją nazwę – Republika Górskiej Armenii. Państwo to przetrwało do lipca tego samego roku, kiedy to wojska bolszewickie przypuściły ofensywę na tereny prowincji Sjunik. Oddziały Ormiańskie zostały rozbite, a rząd oraz dowódcy sił zbrojnych uciekli do Persji. Oznaczało to ostateczne włączenie Armenii do państwa sowieckiego oraz koniec niepodległościowego epizodu w latach 1917 – 1921. Fascynująca historia!

Jednak to co nas najbardziej urzekło to oczywiście, ponownie widoki, które pozostawiły nas na kilka chwil zupełnie oniemiałymi.

Wstęp do klasztoru jest bezpłatny. Jego budynki są otwarte dla zwiedzających także można spokojnie pochodzić po wnętrzach i zobaczyć jak zabudowania wyglądają od środka. Z części z nich roztaczają się widoki, które tak nas zachwyciły.

Wings of Tatev – Skrzydła Tatevu

Jeśli już będziecie w okolicy, koniecznie przejedźcie się najdłuższą kolejką górską na świecie – Wings of Tatev. Jest ona wpisana do Księgi Rekordów Guinnessa, czas przejazdu to 11 minut, a długość trasy to 5 725 metrów. W najwyższym punkcie wagonik znajduje się 320 metrów nad ziemią. Prędkość z jaką poruszają się wagoniki to 37 km/h.

Bilet w dwie strony kosztuje 7 000 AMD – w przeliczeniu na złotówki jest to około 56 złotych. Bilety można kupić w kasie, ale może okazać się, że nie będzie już dostępnych wejściówek na kurs, który sobie upatrzyliście dlatego bilety możecie kupić wcześniej przez internet.

Tutaj również uwaga – stacja z której wyruszamy znajduje się niedaleko wsi Halidzor natomiast klasztor Tatev to stacja, do której jedziemy.

Monastyr Norawank

Otoczenie tego monastyru, a przede wszystkim droga dojazdowa do niego to prawdziwa uczta dla oczu. Był to chyba jeden z najlepszych widoków jakie spotkały nas w Armenii.

Droga prowadzi środkiem kanionu, zbudowanego z czerwonych skał! Wrażenie jest niesamowite!

Sam monastyr powstał w 1105 roku, jednak najstarsze budynki pochodzą z IX – X wieku. W XII wieku była to również siedziba księżniczki pochodzącej z zasłużonego dla Armenii rodu Orbelian.

Norawank położony jest bardzo malowniczo i nie ma co ukrywać, jest popularnym turystycznym miejscem, także można spodziewać się tutaj wielu osób. Niemniej nie jest to bardzo uciążliwe, a widoki wynagradzają pozostałe niedogodności. To co jeszcze przyciąga uwagę to misternie rzeźbione chaczkary, które towarzyszą turystom na każdym kroku.

Wstęp na teren monastyru jest darmowy. Parkingi są zlokalizowane bardzo blisko wejścia, także można podjechać niemalże pod samą bramę. My za parking nie płaciliśmy ale wydaje nam się, że opłatę jednak się wnosi u parkingowych, którzy przechadzają się po placu.

Monastyr Chor Virap

Wybraliśmy się tutaj głównie ze względu… oczywiście na widoki. Przekonała nas bliskość Araratu, czyli świętej góry Ormian. Zdjęcia w sieci robiły piorunujące wrażenie. Na żywo wszystko nie wyglądało już tak spektakularnie.

Pogoda była co prawda znakomita, panował upał i było grubo ponad 30 stopni, ale to jednocześnie sprawiło, że ciepłe powietrze unosiło się i zwyczajnie przysłaniało Ararat.

Niemniej dowiedzieliśmy się o Chor Virap bardzo dużo. Największą atrakcją monastyru jest uwaga… loch! Jest to loch, w którym więziono przez 15 lat, Grzegorza Oświeciciela, założyciela i patrona Kościoła Ormiańskiego. Do lochu można zejść po drabince, ale najpierw trzeba się przecisnąć przez niewielki otwór w podłodze. Oczywiście musieliśmy tam wejść. Doświadczenie było naprawdę mocne.

Przestrzeń na dole nie jest zbyt wielka, ale nie to było najgorsze. To co dosłownie nas wykańczało w tym pomieszczeniu to wilgotność i temperatura. Przebywaliśmy tam może z 10 minut ale mieliśmy całkowicie dość. Wyszliśmy z lochu cali mokrzy, marząc o świeżym powietrzu.

Niestety przy Chor Virap miał miejsce jedyny zgrzyt jaki zdarzył się podczas naszego wypadu. Jestem przekonany, że widząc turystów i samochód na gruzińskich blachach, pan parkingowy podniósł nam opłatę za postój kilkukrotnie. Wszędzie indziej płaciliśmy 200 lumów, natomiast tutaj aż 1 500 dram (około 12 PLN). Jakoś to przeżyliśmy bo jednak dwanaście złotych to nie majątek i nie zbiednieliśmy przez to, ale jednak jakiś niewielki niesmak pozostał.

Wejście na teren monastyru jest darmowe, natomiast pamiętajcie i uważajcie na ceny za parking.

Monastyr Geghard

Był to ostatni monastyr na naszej trasie. Dotarliśmy tam na koniec morderczego dnia i byliśmy już mocno zmęczeni, ale nie mogliśmy odpuścić tego miejsca.

Geghard według tradycji został założony w IV wieku przez Grzegorza Oświeciciela. Tak, dokładnie tego samego, którego więziono w Chor Virap. To co jest wyjątkowego w tym monastyrze to pomieszczenia wykute w skałach. Otoczenie jest majestatyczne, a ogrom otaczających skał może przytłaczać.

Jest to jeden z najbardziej popularnych monastyrów Armenii, a bliskość Erywania sprawia, że spotkamy tutaj mnóstwo turystów czy też pielgrzymów. Mimo wszystko warto przyjechać i zobaczyć na własne oczy Geghard.

Wstęp podobnie jak do innych monastyrów jest bezpłatny. Płatny za to jest parking, który kosztował 200 lumów.

Świątynia Garni

To było niesamowite doświadczenie. Po kilku dniach podróży po Armenii i odwiedzaniu monastyrów, świątynia Garni jest miłą, można nawet powiedzieć, egzotyczną odmianą. Oczywiście wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać, ale nie przypuszczaliśmy, że Garni, zrobi na nas aż takie wrażenie.

Świątynia powstała w I wieku n.e. i poświęcona była bogowi Mitrze. W mitologii indoirańskiej jest to bóg słońca. Druga teoria mówi jednak, że było to mauzoleum rzymskiego króla Armenii – Sohaemusa. Dzięki tej teorii, budynek nie podzielił losów innych świątyń, które zostały zniszczone podczas przechodzenia Armenii na chrześcijaństwo.

Świątynia Garni jest ładnie zachowana, utrzymana w dobrym stanie i prezentuje się naprawdę okazale. Co ciekawe została zniszczony podczas trzęsienia ziemi w 1679 roku, jednak odbudowano ją wykorzystując oryginalny budulec w latach 1969 – 1975. Teren wokół świątyni jest bardzo zadbany, co dodatkowo dodaje urokowi temu miejscu. Oczywiście rozciągają się stąd super widoki na dolinę rzeki Azat.

Wstęp jest płatny i kosztuje 1 500 dram czyli około 12 złotych. Tuż przy bramie są parkingi – my za postój zapłaciliśmy 200 dram czyli 1,6 PLN.

Naszym zdaniem

Pomimo, że nie jesteśmy fanami budowli sakralnych, kościołów, kaplic, itp to jednak w Armenii idealnie odnaleźliśmy się w takich lokalizacjach. Prastare monastyry zbudowane w zjawiskowych miejscach robią ogromne wrażenie. Niby są do siebie podobne, ale jednak dzięki otoczeniu są tak unikalne i zachwycające. Każdy z nich odbieraliśmy inaczej, każdy z nich wzbudził w nas inne odczucia i z każdy z nich zapamiętamy jako wyjątkowy – czy to ze względu na wygląd, otoczenie czy historię!

3 myśli na temat “Armenia. Monastyry Armenii i świątynia Garni

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *