Epizody: Maroko – noc na pustyni z burzą piaskową w tle
Noc na pustyni to był jeden z najważniejszych punktów naszego wyjazdu. W zasadzie pod tą atrakcję, chociaż lepszym określeniem będzie, pod to przeżycie, ustawiliśmy cały plan naszej podróży. Trasa, noclegi, tempo zwiedzania wszystko było podporządkowane temu, żeby finalnie wylądować na wydmach.
Jak to wszystko rozplanowaliśmy opiszemy niebawem, dziś za to przeczytacie o tym, jak wygląda noc na pustyni w praktyce, bez filtrów instagrama.
Zaczyna się dokładnie tak, jak sobie to wyobrażasz. Najpierw dojazd do hotelu, w którym zostawiamy auto i ruszamy w drogę do obozu na wydmach. My wybraliśmy opcję wielbłądów, skoro już tu byliśmy to chcieliśmy doświadczyć jak najwięcej. Za to w drogę powrotną zdecydowaliśmy się na powrót autem 4×4.
Sama podróż na wielbłądach do obozu na wydmach trwa około godzinę. Przy czym po drodze jest przerwa na obejrzenie zachodu słońca nad pustynią. Można tutaj spokojnie zrobić zdjęcia, kolory i widoki są fantastyczne. Macie do dyspozycji wielbłądy do zdjęć – nie może być lepiej.

Kolejny etap to już dojazd do obozu. To idzie szybko, bo odległość nie jest duża. Obóz to w naszym przypadku 8 sporych, komfortowych namiotów z łazienką.

Na powitanie dostaliśmy tradycyjną herbatę, a później korzystając z tego, że jeszcze było widno skorzystaliśmy z opcji pojeżdżenia na sandboardzie. Fajna sprawa, tylko wybierajcie bardziej strome wydmy, żeby złapać trochę prędkości. Bawiliśmy się świetnie, pogoda idealna, ciepło, za chwilę kolacja i w perspektywie wieczór „berberyjski” i spokojna noc na pustyni.

Podczas ogniska można poczuć egzotyczny klimat, są śpiewy, gra na bębnach – klimat całkowicie odmienny od tego co znamy. Siedzimy słuchamy, oglądamy ale kątem oka widzę gdzieś daleko na horyzoncie, że coś błyska. Pierwsza myśl – super, fajny dodatek do tej przygody. Tylko jak się później okazało to nie był tylko dodatek.

Swoją drogą oglądanie burzy na pustyni to niesamowite doświadczenie. Ogromna, otwarta przestrzeń, błyski rozświetlające chmury daleko od Ciebie robią… piorunujące wrażenie. Jednak około 22 ta burza dotarła do obozu. Na szczęście bez błyskawic i grzmotów.
Najpierw był to trochę mocniejszy wiatr, potem coraz bardziej się wzmagał, aż nagle zrobiła się z tego prawdziwa burza piaskowa. Cały klimat „spokojnej pustyni” znika w kilka minut.

Leżysz w namiocie w łóżku, pod kołdrą i kocem i słyszysz wszystko co dzieje się na zewnątrz. Wiatr świszczy, materiał się napina, coś uderza w ściany, coś się przesuwa. I masz w głowie jedną myśl: oby to wytrzymało. Niby wygląda solidnie, ale jak przychodzą takie podmuchy, to zaczynasz się nad tym zastanawiać trochę bardziej niż byś chciał. Odgłosy sprawiają, że czujesz się jak w środku huraganu. Zasypiasz przy tym całym hałasie i to jest w ogóle dziwne uczucie, bo z jednej strony wiesz, że jesteś w namiocie na środku „niczego”, a z drugiej warunki bardzo dobre, toaleta, prysznic, ciepła woda. Nie brakuje tu niczego.
Rano wstajesz i… zupełnie inna bajka. Cisza. Zero wiatru. Wychodzisz na wydmy na wschód słońca i wszystko znowu wygląda jak z pocztówki. Spokój, kolory, żadnego śladu po tym, co było w nocy – jedynie wydmy znowu są „niezadeptane”. Wiatr zatarł wszystkie ślady. Doświadczenie tego jest może nie mistyczne, ale na pewno robi wrażenie.

Jadą na pustynię warto przygotować się na to, że temperatura w nocy spada bardzo szybko tuż po tym jak zrobi się ciemno. W namiotach jest około 16-18 stopni, więc jest w porządku, ale do spania warto wziąć coś cieplejszego. Za to na zewnątrz jest zaledwie kilka stopni powyżej zera. W ciągu dnia (byliśmy w styczniu) na słońcu było za to bardzo przyjemnie i ciepło.
Jeśli miałbym wskazać jakieś minusy to, że campy są raczej na skraju wydm, nie w ich środku. W oddali widać jakieś światła, zabudowania. To nie jest totalne odcięcie od świata. A często tego właśnie spodziewają się przybywający tutaj goście, ale i tak warto spędzić noc na pustyni. To będzie coś co naprawdę zapamiętasz. Szczególnie jak trafisz na taki zestaw: filmowy zachód słońca, ognisko, a potem burza, która przypomina, gdzie jesteś i przypomina bardzo skutecznie.
Możesz trafić też na spokojną, cichą noc z milionem gwiazd. Możesz, tak jak my, dostać w pakiecie burzę, wiatr i trochę niepewności. I obie te opcje będą warte waszego zachodu i organizacji tej przygody.
Dlatego jeśli zastanawiasz się, czy warto – warto.

1 thought on “Epizody: Maroko – noc na pustyni z burzą piaskową w tle”