Gruzja: Tbilisi – co zobaczyć w jeden dzień

Tbilisi było moim pierwszym punktem podczas wyjazdu do Gruzji. Stało się tak głównie ze względów logistycznych – po prostu ze stolicy Gruzji najłatwiej było dostać się w inne interesujące mnie miejsca. Samo Tbilisi jest bardzo ciekawym miastem, natomiast według mnie jeden dzień wystarczy, żeby zobaczyć najciekawsze miejsca i doświadczyć klimatu stolicy Gruzji.

lotnisko kutaisi
Lotnisko Kutaisi

Od początku
Po wylądowaniu w Kutaisi wiedziałem, że muszę dostać się do Tbilisi. Samolot był opóźniony także wiązało się to oczywiście z tym, że do stolicy Gruzji dotrę również kilka godzin później niż planowałem. Na szczęście komunikacja z lotniska zorganizowana jest jak na standardy gruzińskie niemalże perfekcyjnie. Pomiędzy lotniskiem a Tbilisi, a także Kutaisi oraz Batumi kursuje GeorgianBus. Godziny odjazdów dostosowane są do godzin przylotów samolotów, także zawsze na lotnisku czeka autobus. Bilet kupuje się w hali przylotów. Kurs do Tbilisi kosztuje 20 lari (30 PLN).

Autobus jest wygodny i klimatyzowany – to ten na zdjęciu. Po drodze zatrzymuje się na stacjach benzynowych, przerwy trwają 10-15 minut, można kupić coś do picia, jedzenia oraz skorzystać z toalety także podróż jest bardzo komfortowa. Niewątpliwie ogromną zaletą jest to, że droga prowadzi przez górskie rejony dzięki czemu widoki są niesamowite. Podróż trwa trochę ponad cztery godziny (250 km) i przynajmniej w jej pierwszej połowie trudno oderwać oczy od okna autobusu, szczególnie jeśli w Gruzji jesteście pierwszy raz. Dla mnie wszystko było nowe i ciekawe. Druga część to już trasa szybkiego ruchu oraz płaskie tereny, także można było się trochę zdrzemnąć.

Tbilisi
Do Tbilisi dotarłem przed 23. GeorgianBus ma przystanek zlokalizowany na placu Wolności, czyli w turystycznym centrum miasta. Przed wylotem poszukałem hotelu, w którym miałem spędzić dwie pierwsze noce. Zależało mi na tym aby był on blisko miejsca, w którym wysiądę z autobusu i taki też udało mi się znaleźć. Wybór padł na Hotel Konka. Był to mój najdroższy nocleg podczas wyjazdu ale w zamian za to miałem zapewnione śniadania i klimatyzację, co w lipcu okazało niezbędną wręcz sprawą. W pokoju miałem też całkiem sympatyczny balkon z kanapą, także wieczorami można było usiąść i się wychillować. Może nie widać na zdjęciu ale na horyzoncie jest Sobór Trójcy Świętej oraz pomnik Matki Gruzji. Szczególnie wieczorem, kiedy były podświetlone wyglądały bardzo fajnie.

Tbilisi - Hotel Konka
Tbilisi – Hotel Konka
tbilisi widok z okna hotel konka
Tbilisi – Widok z pokoju

Już wieczorem okolica robiła niesamowite wrażenie. Po wyjściu z autobusu od razu skierowałem się w stronę hotelu, bo było już późno a ja miałem jeszcze ochotę coś zjeść. Zameldowałem się bardzo szybko i jeszcze szybciej wyruszyłem na poszukiwania otwartej restauracji. Wydawało mi się, że o tej porze może być ciężko, ale myliłem się. Znalazłem wolny stolik w bardzo klimatycznej knajpie, nad zamówieniem nie zastanawiałem się długo – khinkali i kindzmarauli zrobiły wieczór. khinkali i kindzmarauliRano nie spieszyłem się na śniadanie. Odespałem podróż i zszedłem na dół dopiero po 10. Okazało się, że śniadania są do 10, ale… właścicielka hotelu wiedziała, że jestem, także specjalnie dla mnie zostawiła wszystko na stole i mogłem spokojnie zjeść.

Zwiedzanie miasta rozpocząłem od ogarnięcia metra, które było moim podstawowym źródłem transportu w Tbilisi. Podróżuje się nim sprawnie i szybko. Dojeżdża we wszystkie kluczowe miejsca, a przynajmniej kluczowe dla mnie. A były to stacja Didube – miejsce, z którego ruszają marszrutki do innych części Gruzji, główny dworzec kolejowy i oczywiście plac Wolności, na którym wysiadałem, żeby dojść do hotelu. Żeby skorzystać z metra niezbędne jest kupienie karty i doładowanie jej pieniędzmi. Kartę można kupić i doładować na każdej stacji. Nie ma minimalnej kwoty, po prostu podje się pieniądze w okienku i odbiera kartę. Nie są to duże koszty. Ja przy kupowaniu zapłaciłem 5 lari (7,50 PLN) na początek, a później tylko doładowywałem kartę w miarę potrzeb. Stan środków wyświetla się przy zbliżeniu karty przy wejściu przez kołowrotki. Nie ma absolutnie żadnego problemu z używaniem karty, co więcej działa ona także w autobusach, ale z tych akurat nie korzystałem. tbilisi karta do metratbilisi metrotbilisi wejscie na stacje metraPierwsza podróż metrem to stacja Didube, chciałem się zorientować jak wygląda okolica, żeby później już nie błądzić z plecakiem. Nie da się tam zgubić. Ze stacji metra wychodzi się na lewo, później krótkim tunelem w prawo i wchodzi się na bazar. Gwar, tłum, stoiska z owocami i warzywami, lokalne małe sklepiki z pieczywem. Ogólnie fajny klimat. Może nie jest to typowa atrakcja  turystyczna, ale właśnie takie miejsca warto moim zdaniem odwiedzić, żeby zobaczyć prawdzie oblicze miasta i życie ludzi.

tbilisi metro didube
Tbilisi – Stacja metra Didube

tbilisi bazar didubetbilisi bazar przy metro didubeDrugim punktem był dworzec kolejowy. Chciałem kupić bilet na pociąg nocny do Zugdidi. Jednak to co spotkało mnie na dworcu wprawiło mnie w niemałe osłupienie. Było tam zatrzęsienie ludzi i kolejka na co najmniej 2 godziny czekania. Nie chciałem marnować czasu więc uznałem, że przyjadę wieczorem, wtedy powinno być mniej ludzi… i nie myliłem się.tbilisi dworzec kolejowytbilisi ulica przy dworcu kolejowymDwa strategicznie najważniejsze miejsca w mieście miałem ogarnięte, zatem pora na część turystyczną. Oczywiście była to starówka oraz dzielnica Abanotubani – czyli dzielnica łaźni. Najstarsza część miasta, licząca 1 500 lat.

Zwiedzanie zacząłem z Placu Wolności i kierowałem się właśnie w stronę dzielnicy łaźni. Nie miałem opracowanej trasy – po prostu szedłem mniej więcej w wybraną stronę ciesząc się okolicą i pogodą. Muszę przyznać, że starówka jest bardzo klimatyczna, małe spokojne uliczki, knajpki, i niespiesznie przechadzający się ludzie idealnie wpasowywali się w sezon wakacyjny. tbilisi swiety jerzytbilisi stare miastotbilisi tamada stare miastoSwoje odkrywanie Tbilisi wzbogaciłem o tradycyjny lokalny przysmak czurczelę, czyli orzechy nawleczone na sznurek i gotowane w soku z winogron z dodatkiem cukru oraz mąki kukurydzianej. Do picia – również gruziński przysmak – oranżada estragonowa. Musicie tego spróbować. Smak jest bardzo charakterystyczny i trudno go porównać do czegoś innego.   czurczela i oranzada estragonowaJednak starówka była niejako przy okazji bo celem głównym była dzielnica łaźni i Narikala – czyli starożytna twierdza, górująca nad okolicą. Do twierdzy można wjechać kolejką, ale ja wybrałem drogę pieszo. Nie było zbyt wielu osób, które w ponad trzydziestostopniowym upale podążałyby w górę także w spokoju wspinałem się na górę. Widok na miasto już w połowie drogi był zachwycający. Z góry wszystko wyglądało jeszcze lepiej. Przy okazji doszedłem również do pomnika Matki Gruzji i tutaj na myśl przyszedł mi od razu pomnik Matki Ukrainy, który utrzymany jest w niemalże identycznym stylu.tbilisi matka gruzja panoramatbilisi matka gruzja pomnik
Niemniej największe wrażenie zrobiła na mnie twierdza. Jest ona otwarta dla zwiedzających i można do woli chodzić zarówno po dziedzińcu jak i po murach. Początki Narikali datowane są na IV wiek, obecne mury to pozostałości fortyfikacji z XVI i XVII wieku.

tbilisi twierdza narinkalatwierdza narinkala Z Twierdzy można bezpośrednio zejść do dzielnicy łaźni. Uwagę zwracają charakterystyczne kopuły oraz łaźnia Orbeliani – bardzo kolorowa zbudowana w arabskim stylu. tbilisi laznia arabskatbilisi laznie publiczne tbilisi laznie tbilisi okolice laznitbilisi dojscie do wodospadu przy lazniach

Wzdłuż rzeczki prowadzi trasa, którą warto się przejść. Nie często w środku miasta można spotkać takie widoki, a na końcu czeka na nas jeszcze niewielki wodospad. Druga sprawa, pomiędzy skalistymi ścianami było znacznie chłodniej i przyjemniej niż na rozgrzanym słońcem chodniku. Także jak najbardziej polecam taki spacer.

Kolejną rzeczą jakiej zdecydowałem się doświadczyć była wizyta w publicznej łaźni. Być w Tbilisi i nie spróbować czegoś takiego było nie do pomyślenia. Swoje kroki skierowałem do, jak się później okazało, najpopularniejszej publicznej łaźni – No 5.tbilisi laznia publiczna numer 5Przeżycie jest jedyne w swoim rodzaju. Wszystko tutaj jest siermiężne. Od kasy, przez szatnię, na samej łaźni kończąc. Przy czym nie jest to absolutnie ani zarzut ani żaden minus. Po prostu trzeba się przygotować na prostotę oraz surowość i wówczas można w pełni doświadczyć przyjemności korzystania z łaźni.tbilisi laznia publicznaWizyta jest bardzo tania. Bilet wstępu kosztuje 3 lari (4,50 PLN). Do tego 2 lari (3 PLN) za ręcznik, przy czym potrzebujecie 2 ręczników. Jednego do sauny, drugiego do wytarcia się po kąpielach. Ręczniki… to też ciekawe, jest to zwykły biały materiał, można powiedzieć, coś w rodzaju prześcieradła, ale z pewnością nie jest to przypadek, bo zdają egzamin – szczególnie w saunie.laznia publiczna no 5 tbilisiW cenie jest korzystanie właśnie z sauny, gorących kąpieli oraz prysznica. Przy czym prysznic stanowią kraniki, które od góry odchodzą od metalowej konstrukcji z rur. Surowość level hard, całość wygląda trochę jak prysznic w koszarach. Samo pomieszczenie jest jedno, oczywiście sauna jest oddzielona drzwiami, żeby trzymać temperaturę. Natomiast oprócz prysznica i sauny jest także niewielki basen z gorącą wodą i jest, uwierzcie mi, naprawdę gorąca. Wewnątrz są także kamienne łóżka, na których można zamówić masaż bądź piling – każdy z zabiegów kosztuje 10 lari (15 PLN). Nie zdecydowałem się na żadną z tych opcji i wam pozostawię decyzję czy warto czy nie. Ja po zobaczeniu jak to wygląda podtrzymuję swoją decyzję, że nie było mi to do niczego potrzebne.

Do łaźni wchodzi się bezpośrednio z szatni, w której zostawia się ciuchy. Sama szatnia to też ciekawe zjawisko. Króluje w niej szef, który pobiera opłatę za ręczniki, a także przydziela szafki. Ma do pomocy „klucznika”, który te szafki otwiera i zamyka. Każda szafka ma kłódkę, ale jestem przekonany, że wszystkie je można otworzyć jednym kluczem. Niemniej czułem, że zostawionym w metalowej szafce rzeczom nic nie grozi. Szafki wyglądają własnie tak tbilisi laznia publiczna szafka
Na dole zdjęcia, mimo, że wygląda jakby było robione słoikiem, jeśli wytężycie wzrok, po lewej stronie zobaczycie małą szklaneczkę z herbatą Na zdjęciu wygląda niestety jak rdzawa plama na ławce, ale to jest herbata. Taką herbatę można sobie zamówić po wyjściu z łaźni, kosztuje 1 lari (1,50 PLN) i podobnie jak kiedyś w KFC obowiązuje tu „wielka dolewka”. Gospodarze czyli „szef” i „klucznik” jeśli wypijesz szklaneczkę zaproponują kolejną tyle, że już bezpłatnie. Jak widzicie zdecydowałem się na ten szokujący wydatek i z przyjemnością posiedziałem kilka minut przy herbatce chłonąc atmosferę miejsca.

Celowo wybrałem łaźnię publiczną. Oczywiście można skorzystać z innych łaźni, których wokół jest mnóstwo. Każda z nich oferuje prywatne pomieszczenia jednak ich koszt jest co najmniej kilkukrotnie wyższy, no i nie ma tam tego lokalnego, klimatu. Na pewno łaźnia publiczna to nie jest to coś dla osób lubiących luksus i przepych. Nie odnajdą się tutaj również fani modnych i popularnych miejsc. Wystrój i sama atmosfera – na pewno nie nazwałbym tego PRLem to coś raczej jak głęboki Związek Radziecki. Oczywiście mogę znać go tylko z książek i filmów, ale zapewne tak to właśnie wyglądało.

A jak wrażenia z łaźni? Na początku trochę ciężko się odnaleźć. Najpierw opłata za wejście, później za ręczniki, przy ręcznikach próbują Ci wcisnąć masaż i pilling więc chwilę trwa odmawianie. W końcu wchodzisz do łaźni i pierwsze co to uderza Cię powiew gorąca i wilgoci. Zaczyna się nieciekawie. Za to później jest już tylko lepiej. Kiedy oswoisz się z miejscem naprawdę może się podobać. Sauna, później zimny prysznic, chwila oddechu na kamiennym łóżku i basen z gorącą wodą, później znowu zimny prysznic. Na mnie zadziałało fantastycznie. Po całym dniu chodzenia po mieście w ponad trzydziestostopniowym upale, wizyta w łaźni była tym czego potrzebowałem. Czułem się zrelaksowany, wypoczęty i odświeżony. Kiedy wychodziłem było już po 18, także zaczynało się robić odrobinę chłodniej więc z tym większą przyjemnością odwiedziłem kolejne miejsca. tbilisi kolejka gondolowa

Dalej upatrzyłem sobie pomnik króla Wachtanga I Gorgasaliego, który uważany jest za założyciela Tbilisi. Znajduje się on po drugiej stronie rzeki, skąd miałem świetny widok na Narikalę, po której murach chodziłem kilka godzin wcześniej. narinkala tbilisi widoktbilisi pomnik krolaTuż obok znajduje się plac i park Europejski ze słynnym i bardzo charakterystycznym mostem pokoju. W parku stoi metalowe drzewo, na którym z łatwością można dostrzec polskie akcenty. tbilisi widok na plac europejski

drzewo w parku europejskim tbilisitbilisi drzewo w parku europejskimNie udało mi się dotrzeć do Soboru Trójcy Świętej, który góruje nad miastem, ale kościoły to nie jest to co mnie najbardziej interesuje. Przeszedłem się za to mniej turystycznymi uliczkami, które nie przypominają w niczym wyremontowanych i odnowionych budynków z najpopularniejszych miejsc. tbilisi ulica dojscie do hotelutbilisi uliczkaWieczorem jeszcze jedna wizyta na dworcu, gdzie kolejka mocno zmalała i po 30 minutach oczekiwania udało mi się w końcu kupić bilet na pociąg. Później kolacja na starym mieście, a rano po śniadaniu zebrałem się i wyruszyłem w stronę Kazbegi. Relację z tego górskiego wyjazdu możecie przeczytać tutaj – http://enjoythetravel.pl/gruzja-gergeti-cminda-sameba-treking-w-strone-lodowca-ordzweri-gergeti-i-gory-kazbek/

A tutaj w skrócie opisany mój cały wyjazd – http://enjoythetravel.pl/tag/gruzja/