Polska. Bieszczady jesienią. Trasy po Bieszczadach na 3 dni

Dzień 2: Ustrzyki Górne – Masyw Szeroki Wierch – Przełęcz pod Tarnicą – Wołosate W niedzielę pierwotny plan zakładał wejście na Tarnicę, czyli najwyższy szczyt polskiej części Bieszczadów. Co prawda pogoda za oknem nie nastrajała pozytywnie, bo było mgliście, a na niebie nie było widać nic poza deszczowymi chmurami, ale prognozy sprawdzone w kilku miejscach ewidentnie mówiły o poprawie warunków jeszcze tego samego dnia. Dlatego dość dziarsko zeszliśmy z samego rana na śniadanie, aby wyruszyć w miarę wcześnie na szlak. Jednak prognozy prognozami, a rzeczywistość rzeczywistością. Jeszcze podczas śniadania zaczęło padać więc uznaliśmy, że wychodzenie w góry przy takiej pogodzie nie ma najmniejszego sensu. Deszcz padał aż do 12, dlatego jedyną słuszną decyzją było wyjście na wczesny obiad do Zajazdu pod Caryńską, a następnie wyruszenie w góry. Plan sprawdził się znakomicie. Kiedy skończyliśmy jeść wypogodziło się na tyle, że można było wyjść na szlak. Szlak rozpoczyna się w „centrum” Ustrzyk Górnych i prowadzi w pierwszej części asfaltową drogą, która później przechodzi w… betonową ścieżkę, a później wchodzi się w las. Widoki są rewelacyjne i można faktycznie poczuć klimat Bieszczadów. szlak na tarnice bieszczady 1 szlak na tarnice bieszczady 2

szlak na tarnice bieszczady 3 szlak na tarnice bieszczady 4Początek niedzielnej trasy był iście bajkowy, fantastyczne kolory, pusty szlak, cisza i uczucie odizolowania od świata sprawiały, że szło się znakomicie. Ale podobnie jak w sobotę im wyżej byliśmy tym mgła była coraz bardziej gęsta. Zaczynało się robić trochę upiornie, ale z drugiej strony też mieliśmy okazję zobaczyć inne Bieszczady niż te znane ze zdjęć. Jednym słowem podobało się nam więc konsekwentnie i uparcie szliśmy w górę. Po wyjściu z lasu warunki mocno się pogorszyły, zrobiło się znacznie chłodniej, do mgły doszedł wiatr, a widoczność spadła podobnie jak w sobotę do kilku może kilkunastu metrów. szlak na tarnice bieszczady 5 szlak na tarnice bieszczady 6Jednak było to dopiero preludium do tego co czekało nas za chwilę. Na Szerokim Wierchu rozpętało się prawdziwe mgliste piekło. Wiatr wiał z zawrotną prędkością, nie widzieliśmy nic ani przed sobą, ani po bokach, ani za sobą. Mgła przewiewana przez grzbiet sprawiała, że byliśmy cali mokrzy, na szczęście na to byliśmy przygotowani. Kurtki zdały egzamin. Przezornie przed wyjściem na szlak w sklepiku w Ustrzykach kupiłem rękawiczki, bez nich podejrzewam, że byłoby znacznie trudniej walczyć z pogodą, to było najlepiej zainwestowane 8 PLN podczas tego wyjazdu. Na górze natomiast przeszliśmy prawdziwy sprawdzian. Odczuwalna temperatura wynosiła mniej więcej -6 stopni. Na Tarniczce mieliśmy taki widok jak poniżej i jedyne na czym nam zależało, to żeby jak najszybciej zejść w spokojniejsze rejony. Dostaliśmy lekcję pokory. Już nigdy więcej nie powiem, że Bieszczady to raptem „pagórki”.tarniczka szeroki wierchPo zejściu ze szczytu – na przełęcz pod Tarnicą warunki znowu stały się znośne. Jednak nie na tyle, abyśmy mieli ochotę przypuścić atak na Tarnicę.zejscie przelecz pod tarnica bieszczadyUznaliśmy, że na to przyjdzie czas innym razem, bo na pewno jeszcze w Bieszczady się wybierzemy. Teraz skupiliśmy się na drodze w dół do Wołosatego. Bo czas uciekał, a nie wiedzieliśmy, czy uda nam się złapać busa do Ustrzyk, czy będziemy musieli uderzyć w drogę powrotną „z buta”.tarnica - wolosate 1 tarnica - wolosate 2Podobnie jak i w sobotę droga w dół wynagradzała trudy wcześniejszej części trasy. Widoki pomimo mgły były rewelacyjne. Ale tego co spotkało nas w Wołosatym nie spodziewaliśmy się w najbardziej optymistycznych scenariuszach. Kiedy wyszliśmy z lasu przez chmury zaczęło przebijać się słońce więc po raz kolejny mogliśmy oglądać obrazy niczym z widokówek. Udało mi się też zrobić zdjęcie pasących się koni i muszę przyznać, że to moje ulubione zdjęcie z tego wyjazdu. wolosate hodowla koniAle poprawa pogody to nie była jeszcze pełnia szczęścia. Przy wyjściu do Wołosatego spotkaliśmy parę, która przyjeżdża w Bieszczady od ponad 30 lat i która pokazała nam coś co byśmy ominęli, w zasadzie to to zrobiliśmy i już szliśmy w stronę drogi, ale zawołali nas żeby podzielić się tym widokiem i historią Wołosatego. Dzięki nim zobaczyliśmy charakterystyczną studnię oraz cmentarz i miejsce, w którym stała kiedyś cerkiew. Co więcej zaoferowali, że podrzucą nas do Ustrzyk. Końcówka tej trasy była niczym wygrana w totolotku, a w perspektywie mieliśmy jeszcze obiad i grzańca w Zajeździe pod Caryńską. Nie mogło być lepiej! wolosate studniawolosate cmentarzNasza niedzielna trasa: Trasa do: Początek/koniec Głównego Szlaku Beskidzkiego | mapa-turystyczna.pl

Dzień 3: Przełęcz Wyżniańska – Mała Rawka – Wielka Rawka – Krzemieniec – Wielka Rawka – Mała Rawka – Przełęcz Wyżniańska
W poniedziałek grafik był napięty od samego rana, a to dlatego, że miałem autobus powrotny do Warszawy z Rzeszowa o 18:00. Oznaczało to tyle, że z Ustrzyk powinniśmy wyjechać najpóźniej w okolicy 15:00 tak żeby bez stresu dojechać na miejsce na czas. A zatem plan gry był prosty – śniadanie, wymeldowanie, dojazd na parking i z parkingu ogień w góry. I tak też prawie było, z drobną zmianą, nie chciało mi się wstawać na śniadanie – wolałem 30 minut dłużej pospać, tym bardziej, że wieczór spędzony w knajpie był długi i intensywny.droga na przelecz wyznianskaW każdym razie na parking na Przełęczy Wyżniańskiej dotarliśmy mocno przed 9, byliśmy tam pierwsi, co zapowiadało pusty szlak. Idealnie! Pogoda też tego dnia była absolutnie genialna. Bezchmurne niebo, temperatura w okolicy 6 stopni i słońce, które przyjemnie grzało. Była to miła odmiana od tego z czym mieliśmy do czynienia przez dwa poprzednie dni. Celem był Krzemieniec, czyli szczyt, na którym zbiegają się granice trzech państw: Polski, Ukrainy i Słowacji, czyli nietypowe, ciekawe miejsce. A po drodze bardzo widokowa trasa pomiędzy Małą i Wielką Rawką i sam się zastanawiam, co było główną atrakcją tego dnia – czy Krzemieniec czy widoki z Wielkiej Rawki.

Trasa zaczyna się na parkingu i przez pierwsze 20 minut prowadzi drogą do Bacówki pod Małą Rawką. droga do bacowki pod mala rawka bieszczadyprzed bacowka pod mala rawkadroga do bacowki pod mala rawkabacowka pod mala rawkaPóźniej przez kolejne 10 minut idzie się też po płaskim terenie, by następnie rozpocząć strome i męczące podejście. Jest ono dość wymagające od strony kondycyjnej. Idzie się praktycznie cały czas pod górę, jest krótko mówiąc ciężko. Po drodze jest tylko jedno miejsce gdzie szlak prowadzi wzdłuż zbocza. Tam można złapać oddech, by po chwili zacząć kolejne wyczerpujące podejście.widok na polonine carynska bieszczadyJednak widoki z góry są absolutnie warte zachodu. Z Małej Rawki doskonale widać Połoninę Wetlińską, a jeśli się dobrze przyjrzeć to można dostrzec również schronisko: Chatka Puchatka.widok na polonine wetlinska z malej rawkiwidok z malej rawkiJednak Mała Rawka to jedynie przystanek po drodze. Szybkie drugie śniadanie, dwa łyki wody i dalej w stronę Wielkiej Rawki. Dojście jest łatwe i przyjemne. Co prawda podejście pod Wielką Rawkę było śliskie bo zrobiło się tam błoto, niemniej spokojnie dało się przejść, a widok z Wielkiej Rawki całkowicie zachwyca.
Wielka rawka widok na szczyt

Najlepsze było to, że na szlaku spotkaliśmy jedną osobę, która szła w przeciwnym kierunku. Możecie sobie wyobrazić jakie wrażenie robią te góry, kiedy nie ma w zasięgu wzroku żywej duszy. Coś fantastycznego.widok z wielkiej rawkiPonieważ czas nas gonił nie robiliśmy większych przerw. Szybko zebraliśmy się w stronę Krzemieńca. Trochę zaskakujące dla nas było, że trasę w obie strony, czyli z Wielkiej Rawki do Krzemieńca i z Krzemieńca do Wielkiej Rawki tabliczki szacowały na 45 minut. Zagadka rozwiązała się szybciej niż myśleliśmy, a to dlatego, że po chwili zobaczyliśmy szlak, który prowadził najpierw mocno w dół, by później znów się wznosić. Natomiast sam szlak jest bardzo malowniczy i prowadzi granicą Polsko-Ukraińską, co samo w sobie też jest fajnym doświadczeniem. Wzdłuż szlaku stoją słupy graniczne, które mają numery, co też ułatwia zorientowanie się jak daleko jeszcze do celu. Na samym Krzemieńcu postawiony jest trójstronny obelisk, z nazwą szczytu w trzech językach. szlak na krzemieniecszlak na krzemieniec bieszczadykrzemieniec granica slowacko ukrainskakrzemieniec obelisk bieszczadyszlak na krzemieniec w bieszczadachPodobnie jak na Małej i Wielkiej Rawce tutaj również nie było absolutnie nikogo. Spokojnie odpoczywamy, a następnie rzucamy sobie dość śmiałe wyzwanie. Dotrzeć na Wielką Rawkę w 38 minut. Wszystko to ma dodatkowy cel. Jeśli zejdziemy ze szlaku wcześniej to jeszcze zdążymy zjeść obiad i spokojnie się przebrać. Ruszamy zatem dość mocnym krokiem i jak się okazuje na Wielką Rawkę docieramy po niewiele więcej niż 30 minutach. Tempo zawrotne. Później już spokojnie do Małej Rawki, a następnie na dół do samochodu. Jednak teraz na szlaku spotykamy już dość dużo osób. Na parkingu jesteśmy około 13:30. Poniedziałek wynagrodził nam pogodą dwa poprzednie dni i narobił smaku na więcej, także na pewno jeszcze wrócę w Bieszczady, ale… na pewno nie w weekend i znowu raczej poza sezonem.

Poniedziałkowa trasa:

Gdzie jeść?
Na koniec jeszcze rekomendacja gdzie jeść – my stołowaliśmy się w Zajeździe pod Caryńską. W weekend lokal pękał w szwach, podobnie jak i „Bieszczadzka Legenda” tuż obok. Za to w niedzielę wieczorem w knajpie było raptem kilka osób, ale to właśnie zrobiło klimat. Bez wątpienia można poznać tu szalenie ciekawe osoby oraz poczuć się jak na końcu świata z dala od cywilizacji. zajazd pod carynskazajazd pod carynska wnetrzeA co zjeść? Warto spróbować placka z gulaszem z dzika – według mnie petarda, żurek też był bardzo smaczny – mogłoby być w nim więcej kiełbasy i jajka, ale nie ma co wybrzydzać. Smakowały mi też oscypki i kiełbasa z barana, ogólnie na kuchni nie zawiodłem się ani razu. Koniecznie spróbujcie też lokalnych piw Ursa Major – są genialne. Dla zmarzniętych jest grzane piwo, wino, miód, shoty. Fajna miejscówka. Może nie jest najtańsza, porcje też nie są bardzo duże, ale da się nimi najeść i jest naprawdę smacznie.oscypek zajazd pod carynskaNa koniec standardowe już podsumowanie kosztów 3 dniowego wyjazdu:
Bilet do Rzeszowa: 49 PLN
Zrzuta na benzynę: 55 PLN
Nocleg: 255 PLN
Bus do Wetliny: 10 PLN
Bilety Wstępu do Bieszczadzkiego Parku Narodowego: 12 PLN
Parking: 7,50
Bilet do Warszawy: 49 PLN
Łącznie: 437,50 PLN + jedzenie i picie na miejscu.
Myślę, że zamknąłem się w kwocie 550 PLN albo niewiele wyższej.

1 thought on “Polska. Bieszczady jesienią. Trasy po Bieszczadach na 3 dni

Comments are closed.